Zestawy: Róża Ocean Niebo Wiosna Betoniarka Jajoszczypiorny Bruk Wrota Hadesu Purpurowy obłęd Smok
Wzór: Czysty Fale Notes Ostre Drewno Kamień Skóra Miód Pionowy Trójkąty
PeZet

Dziennik PeZeta

3903 postów w tym temacie
Zakładam ten dziennik, żeby samemu nie zapomnieć, jak to było.
Zawsze marzyłem o własnym domu.

Obecnie dom jest na etapie SSZ, z elektryką i tynkami wewnętrznymi na parterze.

Z budowaniem nigdy nie miałem do czynienia.
W życiu kielni w dłoni nie trzymałem i nie wiedziałem czym różni się zaprawa cementowa od cementowo-wapiennej.
Nigdy nie sądziłem, że wybuduję dom.
Ani tym bardziej, że go wybuduję "tymi ręcami".

Moim budowaniem rządzi jeden mechanizm: ciekawość. Co by było, gdybym spróbował sam... (tu podstaw co chcesz: wykopać fundamenty, wymurować, podnieść belkę)
W następnym kroku zawsze pojawia się pytanie: tylko jak?
A w trzecim: ale jak to działa?

I tyle.
Buduję. icon_smile.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2004

Zaczyna się od działki.

Kryteria:
() do 40km od centrum Wawy,
() cena do 20pln/1m2,
() kierunek dowolny.

Poszukiwania ruszają w marcu na płn-wsch od miasta, a w czerwcu kupuję - w kierunku na pd-zach.
Działkę znajduję w internecie. Spełnia kryteria. Jadę raz - właścicielka prowadzi mnie przez telefon.
Veni, vidi i wiem, że dalej szukał nie będę.

gallery_23095_525_41556.jpg
gallery_23095_525_36262.jpg
gallery_23095_525_17570.jpg

W ciągu następnych dwóch miesięcy doprowadzona zostaje woda - gmina montuje wodociąg. Studnia głębinowa 95m. Dopisuję się do listy rezerwowej. Deklaruję wpłatę całej kwoty przyłączenia, moje szanse rosną, mimo że mam nazwisko na "z", więc wiadomo.

Sierpień 2004 i jest - studzienka piękna błękitna z wyprowadzonym kranikiem.
Woda ze studni (95m) - rewelacja.
Na zimę gałęziami zasłaniam, choć nie wygląda na to, by było tu co kraść.

gallery_23095_525_14910.jpg

Rzeczony kranik jest gdzieś koło sosenki. icon_smile.gif


PROJEKT
Pierwszy pomysł to projekt indywidualny. Rysuję, kombinuję, przeglądam gotowce.

W końcu określam kryteria:
Obrys zewn. ścian: max 10m x 10m.
Dom parterowy z poddaszem użytkowym.
Dach dwuspadowy.
Bez piwnicy.
Bez garażu.
Obowiązkowo komin usytuowany centralnie.
Ważna orientacja względem stron świata.
Na parterze musi być oprócz głównego pomieszczenia dodatkowy pokój.

Ciężka sprawa z architektem. Drogo, a na rynku zatrzęsienie gotowców.
Zaczynam wertować tysiące projektów.
Śpię na projektach, wśród projektów, pod projektami.

Do konkursu finałowego stają:
LMP42 z pracowni Lipińscy
http://projekty.lipinscy.pl/Hudson/

Magda z pracowni Horyzont
http://www.domnahoryzoncie.pl/pl/index.php?s=52&sid=5

i byłby LMP 42 wygrał - idealny rozkład, kotłownię bym zrobił za kominem, a w kotłowni łazienkę,
ale trafiam w zbiorczym katalogu na...

Bellino z pracowni Archigraph.

http://www.archigraph.pl/projekt/bellino.html

I klamka zapada.

Brak obrazka
gallery_23095_525_62977.jpg
gallery_23095_525_56287.jpg

2005

Pracownia przysyła projekt.
Adaptacja. Przypadkowy architekt, pani architekt z COIB. Brak zastrzeżeń.

Drobne zmiany:
wymiaru małych okien z 90x90 na 60x90,
dodanie okien:
- w kuchni za kominem (gdyby mi przyszło do głowy zrobić tam spiżarnię,
- w łazience,
- na klatce schodowej.

W dachu w pokoju wsch. zaprojektowane są dwa okna połaciowe obok siebie. Rezygnuję z jednego z nich, a dodaję okno na ścianie 90x120.
W przyszłości, kiedy dobuduję garaż, to okno zamienię na drzwi balkonowe, na garażu stanie taras, a okno przejdzie do garażu.

Jednocześnie organizuję prąd. ZE Żyrardów. Brak zastrzeżeń.
Moc przyłączeniowa: 17kW, 3 fazy.

W tym czasie pierwszy raz obijają mi się o uszy znamienne słowa:
- Pan buduje, a z pana budowy wiele osób musi wyżyć.
Czy jakoś tak.

Geodeta, znaleziony w informacjach na forum, okazuje się trafiony w dychę.
Mapki przygotowuje niedrogo i bez problemu. Mało tego - dołącza ofertę kompletnej obsługi geodezyjnej.


KIEROWNIK BUDOWY
Pan Marian, człowiek z ogromnym doświadczeniem, pod jego kierunkiem budowane były polskie ambasady, ojciec mojego kumpla, znamy się od ponad 30 lat, obejmuje obowiązki.
I nie dociera do niego, że sam będę kopał, murował. Budował. Choć też samodzielnie budował.

Spotykamy się w domu p. Mariana.
- Piotr, pojawię się na budowie trzy razy: przed zalaniem fundamentów, przed zalaniem stropu i żeby odebrać konstrukcję dachu. Poza tym dzwoń ilekroć będziesz miał pytania.

Później okazuje się, że pojawia się znacznie częściej. Mnóstwo pytań z mojej strony - żadne nie pozostawione bez odpowiedzi.

- Przede wszystkim wiesz co musisz zrobić? - mówi kierownik budowy podczas pierwszej wizyty na mojej działce.
- Nie wiem, panie Marianie.
- Kup worek wróbli i je tu wypuść, tu nie ma wróbli.

Złośliwy, dowcipny. Sam dobrze wiem, że to zadupie, ale o to chodzi.

- Ale są kopciuszki.
- I koniecznie kup aparat cyfrowy.

Aparatu nie kupuję. Początki budowy - wytyczanie budynku, ściąganie humusu, kopanie fundamentów, zalewanie ław - nie są udokumentowane, choć dalsze etapy tak, klasyczną głupawką. Ale to nie z powodu braku aparatu cyfrowego.

Pierwszym poważnym zakupem jest blaszak.
Drugim jeszcze poważniejszym - budowlany środek transportu osób i materiałów, czyli zdrapek.

gallery_23095_525_54048.jpg


ZDRAPEK
Spisuje się rewelacyjnie przez etap prac ciężkich. Elektroniczny zapłon, rozrusznik w kluczyku, wiek 7 lat. Bajer.
Zdrapkiem przyjeżdża na budowę sralnik.

gallery_23095_525_19678.jpg


SRALNIK
Przygotowany na działce brata, 100km od budowy, z elementów znalezionych na strychu, pociętych na wymiar.
Sralnik projektowany jest pod Wiewiórka.
Kryteria:
- stojąc przy drzwiach nie można zawadzać o dach
- Obowiązkowo musi być miejsce na literaturę. Stąd półki po bokach, i muratory mieszczą się tam, i budujemy dom, i katalogi, i wnętrza, i podręcznik dla projektantów, i poradnik majstra budowlanego. Jest w czym przebierać, co czytać.

Sralnik zostaje zapakowany do zdrapka do środka i na dach i trafia na budowę w dwóch rzutach. Tam następuje jego montaż ? gwoździami, też z odzysku, prostowanymi na własnych palcach.

Do czasu zalania ław fundamentowych w życiu nie kupiłem nawet grama gwoździ.

O sralniku rzecz najważniejsza:
Jego dach to niemiecka blacha lotnicza z czasów II wolny światowej. Nie do zdarcia.


POCZĄTEK
Zanim PNB się uprawomocni, wraz z Wiewiórkiem - moją drugą połową - robimy strzemiona do zbrojenia ław fundamentowych. Na działce brata, 100km od budowy.

- Zostały mi pręty. Leżą od lat.

Faktycznie, odcinki dł 1,20m w ilościach nieprzebranych zalegają w piwnicy. Widać zostały z budowy.
Pokazuję jedno gotowe strzemionko panu Marianowi.

- Czy takie może być? Drut, kształt.
- Spocisz się.
- Dlaczego?
- To gruby drut, fi8, ma być fi6. Łatwiej giąć.
- Ale taki mam, w prezencie, już pocięty. Może być?
- To rób. Ale spocisz się.

Spociłem się nieziemsko! Patent do gięcia strzemion: trzy śruby w desce ? rewelacja. Ale po zrobieniu bodajże 200 (nie pamiętam) strzemion ręce mi odpadają. I Wiewiórkowi, bo dzielnie prostuje zanim ja pognę.
W efekcie strzemiona są Ok., tylko w ilości znacznie przekraczającej potrzeby, jak się później okaże.


SAMODZIELNA BUDOWA
Budowę zaczyna się od wytyczenia budynku, u mnie - od zdjęcia humusu.
Szpadel dostaję na urodziny. Stoi ponad rok w pokoju za drzwiami.
Z grubsza wytyczam miejsce i w maju postanawiam sprawdzić, czy dam radę sam ściągnąć humus. Wyczytałem, że na około 25cm się go ściąga. Nie wnikam, pokopię, zobaczę.
I tu następuje przełomowy moment. Śmiało można powiedzieć, że łapię bakcyla, wirusa, uzależniam się, ponieważ...


RĘCE
...ponieważ odpadają mi ręce. Spać nie ma jak, tak bolą. Drętwieją. Czubków palców nie czuję. Budzę się w środku nocy z uczuciem jakby mi kto łapy z zawiasów wyrywał. Podpytuję różne osoby, które z budową miały do czynienia i słyszę krótkie:
- Normalka.


Istotna dygresja: PAS

Zanim jeszcze kupiłem działkę, wpadł mi przypadkiem w ręce pas kulturystyczny. Ktoś chciał się go pozbyć, mi się spodobał, wziąłem.

- Chcesz ćwiczyć?
- Nie.
- To po co ci?
- Przyda się.
- Do czego.
- Nie wiem.

Ale wziąłem. I nic na budowie nie zrobię, nawet papierka z ziemi nie podniosę, bez pasa.
Sprawdzam, czy humus da się ściągnąć w deszczu. Leje przez tydzień. Więc sprawdzam tak przez tydzień, po kilka godzin dziennie. Wiewiórek w kluczowym momencie pojawia się z pomocą i pomaga ostatnie partie humusu transportować na hałdę.

Najtańsza taczka świata wytrzymuje tylko humus. Później nadaje się wyłącznie do prac ogrodowych i wożenia sekatora, a ja nabędę solidną klasyczną takę i przywiozę ją zdrapkiem. Podobnie stemple, z których postawię pierwsze ogrodzenie, przyjadą zdrapkiem. I betoniarka, z Obi, za niecałe 5 stów, też przyjedzie na budowę zdrapkiem. W środku!

gallery_23095_525_39649.jpg

Ale to dopiero przy ścianach nadziemia, bo fundament muruję na pożyczonej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Domagam się kontynuacji opowieści... icon_biggrin.gif Mogę jeszcze magiczne słowo dodać: NATYCHMIAST!!! icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Czekamy na dalszy przebieg opowieści icon_smile.gif Widzę że kolejna osoba zdecydowała się na dziennik icon_smile.gif Fajnie jest tak poczytać jak Wam idzie. Pozdrawiam

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
GEODETA
Pan Marek to bardzo życiowy człowiek.
Gdy kończę z humusem, czas wytyczyć budynek.
Telefon do pana Marka.
- Mam do pana pytanie. Czy jeśli sam wytyczę budynek, a pan to sprawdzi i będzie Ok., to da mi pan wpis do dziennika?
- Czemu miałbym nie dać?
- A będzie taniej?
- Jak najbardziej.
Więc wytyczam. Trwa to tydzień. Sznurki, słupki, prawo Talesa, Pitagorasa, pierwiastki i deszcz. Zalany zeszyt.

gallery_23095_525_12617.jpg

ZESZYT
W chwili, gdy postanawiam znaleźć działkę, powołuję do życia zeszyt z tytułem "Domek". Notuję w nim wszystko: nr-y telefonów, pijackie szkice rozkładu wnętrz robione z przyjaciółmi, wyniki gry w tysiąca, obliczenia objętości betonu, zużycie stali, ilość bloczków, lokalizacje przepustów, wyniki testów na prawo jazdy kat A (zrobiłem, mam, od 2008 na motocykl!), ceny, kody kabli, przewiązania cegieł, wydatki. Notowanie wydatków dość szybko zarzucam. Dlaczego?
Trawestując Andrzeja Sapkowskiego (mieć tysiąc i nie mieć tysiąca to już dwa tysiące): wydać tysiąc i zapisać tysiąc to też dwa tysiące.
Ale szacowanie kosztów - o, to jest na porządku dziennym, nieustająco, jak najbardziej. W tym celu powołuję...

ARKUSZ KALKULACYJNY
To bardzo istotny element budowania. Każdy etap musi zostać szacowany. Do każdego etapu doliczam 1800pln na nieoczekiwane wydatki.
Dlaczego akurat 1800?
A skąd mam wiedzieć?
I nigdy nie liczę kosztów robocizny.

Ciekawostka: gdy przymierzałem się do budowy, zanim jeszcze kupiłem działkę, byłem przekonany, że budowa domu bez wodotrysków to koszt ok. 40tys pln: dach 10, ściany 10, instalacje 10, inne wydatki 10 (głównie benzyna).
Koń by się uśmiał.

DOM WIRTUALNY
Na przełomie 2004 i 2005 mam sporo czasu. Po zakupieniu projektu mój dom buduję w Archi-cadzie. Wszystko, co odzwierciedla dom. Wiele czasu później, gdy z grubsza już wiem, na czym polega budowanie, projektując np. schody rysuję nawet kotwy do osadzenia belki podwalinowej.
Bardzo mi to pomaga w poznaniu wyzwań, jakie stawiają kolejne etapy. Dzięki temu unikam kilku błędów, np.: zbyt małej wysokości pomieszczeń, nadmiaru zakupionych materiałów budowlanych, znajduję babole (nieliczne) w projekcie.
Sucha zaprawa ma sens.

gallery_23095_525_6493.jpg

BLASZAK
Pomieszczenie socjalno-magazynowe. Legowisko ze styropianu, który później pójdzie w ocieplenie fundamentów. Przyjeżdża spod Kielc, jak większość blaszaków w Polsce. W odróżnieniu od szamb, które w większości pochodzą z okolic Radomia.
Blaszak po zakupie opryskuję sprayem, żeby potencjalnym złodziejom go zbrzydzić. Dodatkowo obkładam badylami, a na dach rzucam kilka kamieni. Nie sądzę, by ktokolwiek sprawdzał, czy coś leży na dachu. Odkręcą dach, ruszą i sru - kamienie na łeb polecą. Będzie dobrze.
Odpukać, blaszaka nikt nie podprowadził.

W blaszaku pojawia się mysz. Lidka. Wszystkie myszy jakie się pojawiają, to Lidki.

gallery_23095_525_83282.jpg

Próbuję ją oswoić do czasu, gdy nie zasra całej szafki z krakersami.

Na zdjęciu powyżej jedna z bodaj czterech Lidek, które utopiły się w misce, zimą (SSO).
Piękne zwierzątka, szkoda...
Ale dobrze, że dom już jest zamknięty. icon_smile.gif

W blaszaku spędzamy cały etap budowy stanu 0.

Brak obrazka
gallery_23095_525_40328.jpg

Spędzimy tam równiez upojne chwile stawiając SSO, budując z wujem komin,

gallery_23095_525_20251.jpg
gallery_23095_525_33729.jpg

Wiewiórek pisze magisterkę.
Brak obrazka


PIERWSZY WPIS
Gdy w końcu wytyczam budynek, karkołomna operacja na sznurkach w deszczu, rozpogadza się!
Telefon, pan Marek przyjeżdża.
Upał, słońce.
Na drodze przy wjeździe na działkę (do drogi jest 30m przez pole czyli prywatną moją drogę; działka w drugim szeregu, pow. 1000m2), parkuje samochód.
Wysiada z niego korpulentny pan, z przerzedzoną mocno fryzurą, wiek ok. 50. Antony de Vitto. Biała koszula z krótkim rękawem, spodnie w kant. Okular przeciwsłoneczny jak oczy muchy. Pełen szyk.
Z auta wysiada panienka 1,80 wzrostu, spódniczka mini, szczupła, wiek ok 25.

Pan Marek przodem, z kluczykami w dłoni.
Asystentka metr za nim z miarką.
Pan Marek uśmiech od ucha do ucha.
- Daj.
Asystentka podaje miarkę.
- Idź w róg.
Sam staje w najbliższym rogu. Asystentka tup-tup-tup, bez cienia grymasu, bez żadnego znaku mimicznego. Pełna powaga, skupienie.
- Ciepło. - uśmiech od ucha do ucha.
- Ciepło. - odpowiadam.
- Ile?
- ... - coś tam odpowiada asystentka.
- Idź w drugą.
Asystentka w jedną stronę, pan Marek w drugą.
- I jak? - pytam.
I tu najlepsze, do tego zmierzam!:
- Powiem panu, że wytyczył pan budynek absolutnie profesjonalnie. Gratuluję panu. Poproszę dziennik.
Pan Marek robi wpis, pyta jaką datę wstawić (!), nie wiem o co chodzi, więc wpisujemy aktualną. Później zrozumiem, w czym rzecz: czas jest sprawą względną, odkrył to Einstein. A ja idę za ciosem:
- Może jakiś rabat?
Pan Marek zdejmuje na to okulary, asystentka zwija miarkę (nawet dzień dobry nie powiedziała, nie od tego tu jest),
na masce zdrapka kładzie dziennik budowy, wpis, pieczątka...
- A na ile byliśmy umówieni?
- ... (już nie pamiętam, stówa albo dwie)
- To nie będę robił z gęby cholewy - zostańmy przy tym, cośmy ustalili.

Z panem Markiem mam same miłe wspomnienia.

gallery_23095_525_36801.jpg
na zdjęciu - z Tatą.

FUNDAMENTY - ŁAWY
Zalewanie ław to było moje pierwsze betonowe doświadczenie.
- B-20 i pompa.
- Pompa? Do fundamentów? Nie lepiej kilku ludzi i koryta?
- Nie ma ludzi. Sam to zrobię.
No i zrobiłem.
Zdjęcia robił pan Marian, ubaw miał po pachy. Wiewiórek ganiał z chusteczką, ja z rurą pompy. Kąpałem się w B-20. Szok. Szał. Adrenalina. Pół godziny przed przyjazdem betoniary pan Marian jeszcze kazał mi wbijać paliki - określić poziom.
Dlaczego nie wbiłem?
Bo byłem, kur..a, pewien, że beton jak woda sam poziom złapie!!!! icon_smile.gif
MIja dwadzieścia minut i paliki są powbijane. Za szybko, nierówno, co wyjdzie przy murowaniu.

gallery_23095_525_6068.jpg
To są buty z zalewania stropu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gallery_23095_525_19552.jpg

FUNDAMENTY - ŚCIANY
W życiu nic nie murowałem. Co i jak pokazuje mi mój kumpel Mariusz, który nie ma nic wspólnego z budową, nie znosi budowania i jest grafikiem komputerowym, ale jego ojciec jest... kierownikiem mojej budowy.

gallery_23095_525_36630.jpg

Zanim jednak się pojawi, to sami z Wiewiórkiem paprzemy narożniki. Bloczek, kamienie, zaprawa. Do rąk się lepi.
Ile ja par rękawic zniszczyłem! Takich fajnych, wodoodpornych, żółtych ze ściągaczem. Ale kto mógł wiedzieć, że to się da prać?

ZAPRAWA CEMENTOWA
W książkach podają na wagę. Gdzie mam zważyć? Mnie interesuje proporcja na łopaty, na worki, na wiadra, jakoś tak - objętościowo. W książkach też jest, w gazetach, magazynach budowlanych.
Ale tu trzeba murować fundament, więc musi być NA PEWNO.
Więc dzwonię - do Sławka. Sławek to szwagier, cioteczny szwagier. Podczas ostatniego rodzinnego spotkania (wesele albo pogrzeb) gadaliśmy o budowaniu, z grubsza. Pomyślałem więc o nim.
Betoniarkę mam pożyczoną, full wypas, trzyfazowa od pani Marii. Od pani Marii mam też moją działkę.
- Jaką masz?
- 200l
- Ma być 1:3. Wsyp worek i dokładnie 24-25 łopat. icon_smile.gif
- To nie będzie 1:3.
- A jaki masz worek?
- 25kg.
- Ja mówię o 50kg.
Pełna jasność.

gallery_23095_525_20850.jpg

Parę dni później znów dzwonię.
- Sławek, wsypałem 18, może być?
- Może.
- Nie za dużo?
- 12, 15, 18 to nie różnica.
Oczy w słup.
- Będzie dobrze.
OK. Sprawdzam u kilku innych osób. Większość nie pamięta, albo nie wie, a wszyscy z budową mieli do czynienia.
I nikogo nie dziwi 30% różnicy.

IZOLACJA
Pierwszej warstwy izolacji nie kłądę na ławie. Wiele osób mówi: nie ma po co. Ale najważniejszy powód: sam ławy lałem, sam zacierałem na równo, więc krzywo wyszło tak, że między najwyższym a najniższym miejscem wchodzi dodatkowa warstwa bloczków i trochę (różnica to coś koło 20cm.)
Na pierwszej warstwie wyprowadzam dziarsko poziom murując, szalując, paprząc, układając.
Wielokrotnie później sprawdzałem czy mi dom nie zjeżdża po tych podmurówkach.
Ale stoi.
A izolację (folia) kładę na pierwszej warstwie bloczków. Pełna kultura.

gallery_23095_525_26113.jpg

WERSALKA
Dają nam ją w prezencie sąsiedzi zza ogrodzenia, żebyśmy sobie w blaszaku postawili. Stawiamy, nocujemy, rano czarne robaczki chrząszcze z niej wychodzą, więc wersalka ląduje przy ognisku i to jest rzecz godna polecenia - wersalka przy ognisku, ale do czasu...

gallery_23095_525_28599.jpg
gallery_23095_525_37734.jpg
gallery_23095_525_47935.jpg
gallery_23095_525_49956.jpg

Po jakimś czasie juz jej nie zasłaniam, bo mi się nie chce.
Po pięciu latach wiele z niej nie zostało.
Poza problemem, jak ją wywieźć.

gallery_23095_525_31377.jpgBrak obrazka

IZOLOWANIE ZAGĘSZCZANIE
Dysperbit - zgodnie z projektem 3x - od środka i od zewnątrz.
Pospółka. Zagęszczam bez skoczka. Udeptuję i zostawiam na zimę. Parę dni zajmuje rozgarnięcie.
Pomoc Wiewiórka i Mamy - bezcenna.

gallery_23095_525_17900.jpg
gallery_23095_525_35105.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2006
Zima.
Czekam na wiosnę.
Odśnieżam pospółkę i przystępuję do układania kanalizacji.

gallery_23095_525_37030.jpg
gallery_23095_525_7890.jpg

Taka jest koncepcja. Teoria.
Tylko weź to ułóż, jak nigdy w ręku rury kanalizacyjnej nie miałeś.
Składam na sucho, rozkładam. Podkopuję, przekładam.
Domek ma prosty układ pomieszczeń, rur niewiele, ale jak nie wiesz jak zrobić, to licz się z tym, że trzy razy będziesz robił.
W życiu nie byłem na budowie!

Pasuje. Składam na "ludwika". Zrobione, zakopane.
Minie sezon, pojawią się ściany, strop, dach!...

gallery_23095_525_16216.jpg

...a wraz ze ścianami i przerzuconymi tonami literatury powoli, mozolnie do świadomości dobije się w końcu myśl, że muszla powinna stać w innym miejscu. Bo przecież okno, światło, owszem, czytać! - ale na wprost drzwi to stres, a stres - wiadomo - jednych goni, innych wstrzymuje... I po plecach może ciągnąć.
Na szczęście podłogi na gruncie jeszcze nie ma.

gallery_23095_525_11389.jpg

Przekładam rury, tym razem w poczuciu, że wiem co robię, tyle razy już przecież rury kanalizacyjne układałem. I w łazience...

gallery_23095_525_92.jpg

...i w kotłowni...

gallery_23095_525_26588.jpg

...i w salonie.

gallery_23095_525_2308.jpg
gallery_23095_525_8361.jpg

- Dlaczego przez ścianę wychodzą 2x110, a potem idzie jedna 160?

Bo jestem na etapie stawiania fundamentów, o GWC dotychczas nie słyszałem, w słowie rekuperator zakochałem się od pierwszego brzmienia i na okoliczność tych magicznych urządzeń porobiłem przepusty w fundamentach kotłowni.
Stąd ta piękna studzienka.

gallery_23095_525_30325.jpg

Latem hoduję w niej komary, okazjonalnie żabę. I nieustająco sprawdzam, co się dzieje z fundamentami.
Dodam, że pan Marian ochrzanił mnie równo za tę studzienkę.
Jej funkcja:
1. wprowadzić do domu media:
() prąd (przepust),
() woda (przepust),
() powietrze do reku - przepust okaże się za mały bo tylko fi110, w dodatku kłócił się będzie z pionami kanalizacyjnymi, o czym dowiem się, gdy dojdę do projektowania przebiegu kanałów rekuperatora i montażu pionów kanalizacyjnych. Ale to dopiero za dwa lata.

2. obserwować poziom wód gruntowych.
() jest niski.

Kable YKY(czarny) i do bramy (niebieska rura)

gallery_23095_525_17521.jpg

i głębiej...

gallery_23095_525_22813.jpg

Tymczasem, wiosną AD2006 wiem, że do kominka trzeba doprowadzić powietrze do spalania, ale nie wiem jeszcze, że ilość powietrza doprowadzonego to mniej więcej tyle, ile odprowadzonego przez komin, czyli przekrój komina i kanału powinny być takie same.
Wiem też co to jest DGP, więc kombinuję tak: powietrze trzeba doprowadzić, żeby było co ogrzać. Diabli wiedzą, co z tym dalej zrobię, ale murować trzeba, bloczki układać, więc wstawię... drugi przepust fi110.
Efekt: powietrze do DGP będzie brane, owszem, ale skądkolwiek, a do spalania wykorzystam oba przepusty.

Zresztą, idea DGP kłóci się z kolei z ideą kominka z płaszczem wodnym, a taki ma/miał/miałby być.
Żebym ja wtedy wiedział o buforze ciepła!

Budowanie to prosta sprawa, tylko męcząca. Ale projektowanie...

gallery_23095_525_12970.jpg
- Czyż nie jest piękna? icon_smile.gif
- Hm, już nie.

gallery_23095_525_108135.jpg

BETONIARKA I PRĄD
Zanim zacznę stawiać mury, kupuję bietoniarkę.
Przywożę ją, rzecz jasna, zdrapkiem, w środku, w paczce.
Składam bez problemu z instrukcją w języku włoskim, nie ma polskiej.
Włączam, działa.
Pierwsze prace to decyzja, by podnieść poziom izolacji poziomej, wyciągnąć nad grunt.
Dokładam więc warstwę cegieł, testuję betoniarkę.
I łapię poziom. Nawet nieźle mi wychodzi.

gallery_23095_525_38828.jpg

PRĄD
Cofnijmy się o około 1,5 roku.
Gdy PNB nabiera mocy, montuję ogrodzenie, a ZE podciąga prąd.
Z ZE dostaję na własną prośbę icon_smile.gif namiar na pana Elektryka, który postawi skrzynkę moją, na skrzynce ZE.
To pierwszy i jak dotychczas jedyny wykonawca na mojej budowie. Słowa złego o nim powiedzieć nie mogę.
Choć...
- Ja nie wiem! Ciągle każą mi przekładać kable, jak nie, tu to tam! Cholery można dostać. Chyba rzucę to zlecenie, jakiś nienormalny gość! I ciągle dokładam kabli. A umowa, a pieniądze? - w pierwszym zdaniu naszej rozmowy wywnętrza się na ostatniego zleceniodawcę.
Ale robi to, na co się umówiliśmy.
Nie mam wówczas pojęcia co to jest RCD, nie wiem też, że deklarując zapotrzebowanie mogłem wpisać 14kW, a też bym ciągnął 17kW, bo są przedziały przydziału mocy wynikające z podziału zabezpieczeń. Takie tam... icon_smile.gif
Szczerze mówiąc, nawet gdybym wiedział, to zgłosiłbym zaopotrzebowanie 17kW, skoro potrzebuję 17kW.

Obecnie (jesień AD 2009) skrzyneczka wygląda tak:

gallery_23095_525_17015.jpg

Rowek kopię sam, kable układam z niezastąpioną i pełną pasji pomocą Mamy.

gallery_23095_525_3226.jpg

Sezon 2009 zamykam wraz z zakopaniem kabla i szamba.

gallery_23095_525_25302.jpg


CEGŁY
Lubię.

gallery_23095_525_2785.jpg

Kiedy przyjeżdżają na budowę nie wiem jak sprawdzić czy są dobrej jakości. Obdzwaniam więc hurtownie, producentów i dzwonię do pana Mariana.
- Panie Marianie?
- Co się stało - zawsze spokojny, łagodny.
- Jak sprawdzić czy cegła jest dobrej jakości?
- A jaką ma markę?
- Nie wiem. Mówiłem że nie będą tynkowane.
- Mają mieć minimum markę 150. Sprawdź czy dzwonią.
- Jak?
- Uderz jedną o drugą. - rozmowa przez telefon - Ma dzwonić. I upuść z metra na inną cegłę, ma się nie tłuc.
Uderzam - dzwoni. Upuszczam - pęka.
- Weź drugą.
Biorę, dzwoni, upuszczam, pęka. Kaszana. Dzwonię do hurtowni.
- Jaką markę mają te cegły?
- Pan zadzwoni do producenta. (dają telefon)
Dzwonę do producenta (Załoga)
- Jaką markę mają cegły?
- 10, 15.
Dzwonię do pana Mariana.
- 10, 15.
- Zwracaj.
Dzwonię do hurtowni.
- Miały być solidne.
- To są bardzo solidne cegły.
Dzwonię do producenta.
- Aaa, bo pan pyta o markę! Pozmieniały się (coś tam, coś tam) normy, terminy, nazwy.
Stanęło na tym, że są OK.
I są OK.

gallery_23095_525_16106.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
PeZet to widzę, że tyś tak samo szalony jak my... Dach też sam stawiałeś???, bo ja się nie podjęłam, wziełam już dekarzy. Skończyliśmy kłaść elektrykę Jutro zaczynam kłaść alarmówkę. A w piwnicy już tynkujemy:D

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Ciril, takie budowanie to czad, co? Dach - wciągarką na pilota stawiałem. icon_smile.gif Sam. No, uczciwie mówiąc z pomocą szalonej Mamy, która krokwie na dole do wciągarki podpinała.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
no to dawaj dalej info o postepach - ja w sobotę zaczynam zabawę z ytongiem - pierwszy raz w życiu icon_smile.gif Od początku budowy jedynie humus zdjeła mi koparka - reszta wszystko samemu - tez jestem taki wariat jak Ty chyba że nie bedąc budowlańcem ( z wykształcenia informatyk, obecnie pracownik administracji państwowej ) chcę wybudować swój domek praktycznie sam - myslę że do stropu sobię poradzę - do dachu planuje jakąś ekipe ale czas pokaże icon_smile.gif

MÓJ BLOG BUDOWLANY

POZDRAWIAM I POWODZENIA !!!!!!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
No to jestem naprawdę pod wrażeniem icon_eek.gif. Dla mnie dach był nie do osiągnięcia samodzielnie z uwagi na mój lęk wysokości... Fakt... takie budowanie jest niezapomniane... Później już nie przychodzi człowiekowi tak łatwo sprzedaż domu - za bardzo jest z nim związany.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Norbiwolow, jak się wkręcisz, to i dalej sam zrobisz. icon_smile.gif
Ciril, też miałem lęk wysokości. I pewne rzeczy sam nie wiem jakim cudem zrobiłem. Dziwi mnie, że ta chałupa stoi ilekroć tam przyjeżdżam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
JABŁONKA
Jabłonka to sosna, największa z nielicznych drzew rosnących na działce, więc jest moim okiem w głowie. A że znajduje się w świetle bramy, więc ze stosunku transportowców do jabłonki buduję opinię o nich. I tak:

() Betoniarnia - totalnie pozytywni. Nawet igiełki nie złamią ani gruchą, ani pompą, ani wywrotką z suchym betonem, ani kamazem z piachem, ani pospółką. Wszystko, co mogę kupić u nich albo u konkurencji, kupuję u nich.
Gdy przyjeżdża suchy beton na podłogę na gruncie, mówię kierowcy o moich obserwacjach na temat jabłonki.
- Nie wszyscy czują bluesa - odpowiada.

gallery_23095_525_45559.jpg

POSPÓŁKA
W obrys fundamentu wchodzi jej 5 wywrotek, czyli jakieś 35m3.
Nie wszystkie naraz, bo łopata, bo szufla, bo grabie, bo znowu łopata, a podeptać trzeba, a pochodzić, poskakać.
Na początek dwa kamazy.
Potem znowu dwa kamazy. Zawsze z Suchodołu.
Któregoś dnia, któryś z kierowców kamaza wysypuje pospółkę i patrzy i tak się uśmiecha i... postanawia mi pomóc.
- Tu panu trochę ubiję. - pokazuje przysypany styropian ocieplający fundamenty.
I tyłem, powolutku tym gigantycznym kołem, tyłem! podjeżdża do ścian fundamentowych, tuż obok styropianu i ubija ziemię i piach. Na małym odcinku, może metra. Niczego nie niszczy. Chciał się popisać. I mu się udało. icon_smile.gif
Betoniarnia jest czaderska. Nie dziwi ich nic. Zamawiam 1,5m3 betonu do zalania wieńca pod murłatę z pompą, nie ma problemu, choć nie lubią tak, bo więcej mycia pompy niż zarobku.

gallery_23095_525_55202.jpg
wieniec pod murłatę, z patentem, żeby kotwy prosto siedziały.

Choć, świadectwo prawdzie trzeba dać, po zalaniu ław fundamentowych panowie pompę czyszczą na placu przed domem. Objeżdżam ich za to, tłumaczą, że to tylko piach. I tak faktycznie jest, co się okazuje po czasie. Niemniej od tej chwili zawsze pompę czyszczą na drodze. Relacji nam to nie popsuło i zamawiając np. pospółkę do zasypania fundamentów dostaję uczciwy rabacik z tytułu chyba dziwnego budowania.

() Dalej Pan R. Bloczki fundamentowe. Dół pod szambo, koparka.- totalna klęska.
- Ten orzech ma być nietknięty.
- Nie wykręcę.
- Wykręci pan.
- Najadę panu na buta.
- Nie najedzie pan.
Gazuje, krąży, jeździ 10cm ode mnie, a ja, cóż, stoję.
- Pan przyjdzie do mnie, takich drzewek weźmie pan sobie z pięć.
I jak ja mam człowiekowi wytłumaczyć, że jak ma na imię Krzysiek, to nie jest Pafnucym, że słoń to nie żyrafa, a orzeszek jest orzeszkiem, bo jest Orzeszkiem!
Ten sam człowiek, miśkowaty, masywny, poczciwy, tylko nadgorliwy, przywozi mi deski. Na ziemi leżą zbrojenia ław. Więc co robi? Spacer po belkach z prętów i strzemion sobie robi. One się składają pod stopą, a on sobie idzie. Krzyczę, żeby złaził, to złazi - uśmiechnięty. Potem okazuje się, że kilka wiązań puściło.
Pierwszą partię bloczków fundamentowych przywozi pod moją nieobecność, choć nie tak się umawialiśmy. W ogóle się nie umawialiśmy, ceny jeszcze nie zapiąłem, a on już mi przywiózł, już zrzucił i porozrzucał po budowie.
- Żeby miał pan łatwiej.
Więcej bloczków u niego nie kupuję, również dlatego, że nie trzymają wymiarów. Ma być 38x12x24, a jest 23 albo i 22,5. Może norma to przewiduje, ale ja nie.
Dobre słowo o panu R.: stal koncertowo przywozi. Ale znajduję tańszą w Centrobudzie. Szambo ma najtańsze. Ale niepilnowany zdemolowałby cały teren.
I muszę u niego kupić bloczki na ściany działowe. Ma najtańsze i nie liczy kosztów transportu, a jest to czas totalnego wzrostu cen materiałów. Gazobeton połówka (12cm) kosztuje tyle, ile rok wcześniej kosztował bloczek 24x24x59.

() Materiały budowlane z Centrobudu - ujdzie, choć niektórzy mogliby się bardziej postarać.
Na łopatki rozkłada mnie transport gazobetonu, bo kierowca jest tylko w slipach. Fakt, upał mamy niemożebny (lato 2006), ciężarówki mają zakaz jeżdżenia od godz. bodajże 11. Ale slipy?!

Odnośnie jabłonki opatentowałem system sznurków i drutów, za pomocą których dwoma ruchami delikatnie odginam gałęzie, gdy wjeżdża transport. Sprawdza się. Ale tylko do czasu, gdy stanę oko w oko z transportem więźby.

() Tartak, więźba - do dupy, przynajmniej z początku.
Łamią gałąź, mimo że stoję pod jabłonką, 15cm od burty. Zahacza lusterkiem i ciągnie. Krzyczę. Nie słyszy.
Próbuję później ratować gałąź - wiązanie, podpieranie, smarowanie. Kicha. Obcinam.

Mało tego. Gdy przywożą dechy na poszycie, na jabłonkę uważają, bo za gałąź zbierają opieprz.
Dechy chcą zrzucić bezpośrednio przed gankiem, przed wejściem do domu. A tam przecież druga sosenka rośnie, maleńka taka, pieczołowicie chroniona, odkopywana jak tylko się zakopie, podlewana jak tylko jej wyschnie, zabezpieczana.

gallery_23095_525_52323.jpg
chwastem zasłonięta

Na niej bombki wisieć będą.

gallery_23095_525_31104.jpg
centralnie sosenka, z boku jabłonka.

- Tu zrzucimy.
- Tu nie da rady, bo sosenka.
- Nie ma gdzie, tu zrzucę.
- To pan zrzuca. - staję ostentacyjnie przy sosence.
- Na pana zrzucę.
- Ta sosenka ma być nietknięta.
- To gdzie mam zrzucać? - już się irytuje, a drażni go wszystko, błoto, własny jego samochód, robota, wybitnie markotny to gość.
- Kawałek dalej.
- Przestawić się muszę.
- Proszę bardzo.
Przestawia się, przy okazji za wszelką cenę próbuje zakopać robura. I chyba bardzo żałuje, że mu się nie udało, choć roburem to nie poroblem, małe kółka ma.

gallery_23095_525_37103.jpg

Gdy przywożą drewniane belki konstrukcyjne stropu nad poddasze, wszystko jest już cacy. Ostrożnie z jabłonką. Belki nawet proponują, że pomogą wnieść. Nie chcę, bo nie mam jeszcze koncepcji. A koncepcja musi być. Koncepcja to podstawa.
I tak jakoś patrzą na mnie. Wariat, że sam buduje? Szacunek? Ciężko wyczuć.
Idę z Jagą na spacer. Mijam dużą, porzuconą budowę centrum konferencyjnego - jest nielegalna, a inwestor siedzi w kozie. Panią z urzędu kiedyś pytam, o co chodzi z tą budową.
- Podobno to mafia buduje.
Pani patrzy na mnie, milczy.
- To prawda?
- Proszę pana, tej budowy nie ma. - odpowiada z kamienną twarzą.
Z opowieści różnych osób wyłania się obraz młodego człowieka, który ma wizję. Chce odkupić okoliczne parcele i zrobić pole golfowe. Na skarpie wyeksploatowanej żwirowni stawia rozłożysty budynek z tarasem, z widokiem na zielone skarpy i oczko wodne, z podziemnym parkingiem, na którego dachu ma być lądowisko dla helikopterów. Gdy staje parter i piętro z tarasem, młodzieniec ogląda z góry okolicę.
- Budujcie wyżej.
Budują kolejną kondygnację. On przyjeżdża, wchodzi, patrzy.
- Wyżej.
- Ale stropy się uginają. Nikt tego nie liczył.
- Podeprzyjcie ścianą.
Budują kolejną kondugnację, a na niej wieżycę stawiają widokową zakończoną bardzo wysokim dachem w kształcie szpicu. Jak z bajki.
Przy budowie pracuje cała okolica. Wszystkie materiały trafiają na tę budowę. Okna połaciowe kosztują 100000 wzięte w kredyt. Czarna blachodachówka. Proces. Okna wymontowują. Blacha zostaje. Ludzie za pracę nie dostają ani grosza.
- To był złoty czas - mówi właściciel składu budowlanego.
Byłem w środku. Setki m2 otwartej powierzchni ze stropem teriva i słupami. Z boku schody betonowe wciąż podstemplowane. Długie, idą wysoko. Bez barierki. Strach na nie wejść. Brama wjazdowa na posesję kuta, czarna, ze zdobieniami i złoceniami, wysoka na jakie 3,5m. Mur gruby dokoła, z piaskowca (chyba), żółtawy, niedokończony. Zaczepia mnie strażnik.
- Pan buduje tamten dom?
- Ja.
- Widzę. Patrzę, jak pan to sam stawia. Z takim uporem, dzień w dzień.
To miłe.
Jadę samochodem. Mija mnie gość na traktorze. Ukłon/ukłon. Miłe. Proste. Codzienne.

STAN ZERO
Żeby zakończyć - organizacja pracy:
() Przed śniadaniem rozrzucam bloczki wzdłuż ściany, którą będę dziś stawiał. Pioruńsko ciężkie - 30kg jeden.
() Śniadanie.
() Zaprawa. Wiewiórek zaprawę określa jako zupa czarownicy: miesza się wszak w wielkim kotle straszliwą papaję. A potem klei się tym coś, co jest już czymś zupełnie innym niż składniki podstawowe.

Zjawisko zaprawy fascynuje mnie. Najpierw jest papką, błotem. Po kilku godzinach jest mokrym piachem i jeśli wtedy ruszysz bloczek, cegłę, to już nie zwiąże. Po jednym dniu jest ni to ni sio, a po tygodniu stoi mur. Dla mnie jest to szok poznawczy.

() Ja muruję bloczki, Wiewiórek wypełnia szczeliny.
Jest to ten etap budowy, kiedy jeszcze nie potrafię murować, ale już się tego nie boję. Nadal nie znam żadnych reguł. Wiem tylko, że ma być pion i poziom i dwa cm zaprawy. Niszczę dobre kilka par rękawic, bo nie potrafię posługiwać się kielnią. I nie wiem, że rękawice można prać. Niszczę cztery kielnie. Poziomica cała zasyfiona zaprawą.
Ale za rok przyjedzie wuj, i wtedy zobaczę co to znaczy murowanie. Narzędzia trzeba myć! Pracować trzeba powoli. Rzucać trzeba zaprawę. Poziomicę idzie oskrobać. Tymczasem tego jeszcze nie wiem. Aha, Wiewiórek szczeliny wypełnia wyłącznie rękawicami.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
gallery_23095_525_9637.jpg

SCISK STOLARSKI
Muruje się pod sznurek.
Ale jak go przyczepić?
Ściany fundamentowe (12 warstw + cegła na płask) do piątej warstwy muruję mierząc coś względem czegoś i korygując odnośnie poprzedniego. Czyli de facto na oko szukam pionu między krawędzią ściany a drutem wytyczającym obrys. I tak jest do dnia wizyty pana Mariana. Pojawia się rano, około 10. Ja w piżamie. W blaszaku super się śpi w piżamie. Najlepiej w turkusowej. Pan Marian pojawia się wraz z małżonką, panią Elżbietą. Ciekawość, obowiązek i przejażdżka po okolicy. Zjeździli całą Europę w karawaningu. Głowy mają otwarte tak, że pozazdrościć.
- Myślałem, że tu robota wre.
A jakże. Stoi pięć warst.
Pan Marian podchodzi do narożnika, patrzy wzdłuż muru.
- Masz coś prostego?
- Kątomierz.
Zrobiłem z łat: 60cmx80cmx100cm. Użyłem go może dwa razy. Przerzucałem go tylko z miejsca na miejsce. W końcu poszedł do pieca.
- Ciężki. Masz styropian? Połóż na narożniku.
Hyc w piżamce turkusowej na narożnik.
- Patrz.
Patrzę i widzę jak mi ściana łuczkiem idzie.
- Pod sznurek się robi. Naciągasz i murujesz.
Prostuję tę ścianę bez sznurka.
Im bliżej poziomu zero tym łatwiej równo robić, bo jest drut.
Na poziomie zero jest już nieźle.
Czas na ściany nadziemia. Tu fuszerki nie może być.
Mierzę przekątne. Jest git. Różnica to jakieś 1-2cm. Ujdzie.
Do wytyczenia linii pierwszych warstw bloczków wykorzystuję istniejące paliki i druty. A co dalej? Od drugiej warstwy się nie da.
Koncepcje są różne:
() pionowa łata z oznaczonymi kolejnymi warstwami. Za wcześnie, za mało warstw
() naciąganie sznurka poza obrysem. Papranina.
() jakoś się do poprzedniej, istniejącej warstwy odnieść.

Ścisk stolarski. Na ścisk stolarski łapię sznurek. To działa. Skąd mogę wiedzieć, że da się prościej, że wystarczy cegła, dwa gwoździe i bez wysiłku pięknie się naciąga sznurek? Poznam ten sposób i dowiem się innych fajnych rzeczy za dwa miesiące, jak przyjedzie wuj.

gallery_23095_525_49914.jpg

Tymczasem ścisk jest w użyciu, opanowany do perfekcji we wszystkich dwóch technologiach murowania: z gazobetonu gładkiego odm. 500 D i 600 D oraz z cegły pełnej klasy 150.

gallery_23095_525_17258.jpg

Testuję na pewnym etapie łatę pionową. Do murów zewnętrznych się nie sprawdza, Ale cegły wewnątrz dociągam pod łatę do końca. To cud, że nie jest bardzo krzywo.

gallery_23095_525_6675.jpg

CEGŁY
Murowanie ściany z cegieł wymaga określenia rodzaju przewiązania. Wybieram jedyne możliwe: główka/wozówka a poza tym jak Bóg da.
Murować zaczynam w najmniej widocznym miejscu i nie jest to narożnik kuchni ukryty pod szafką, ale odsłonięty róg salonu obok miejsca, gdzie w przyszłości stanie ekran. Dlaczego tak? Skąd mam wiedzieć.

gallery_23095_525_52157.jpg

Technikę murowania cegieł poznaję z książki ?Poradnik majstra budowlanego?. Polecam. Książkę daje mi w prezencie pan Marian.
- Tu masz wszystko. Jak skończysz budować, to mi oddasz.
I tyle. Śpię z tą książką pod poduszką. Jeden sezon zimowy spędza ona w blaszaku i wiosną jest lekko podniszczona. Do odratowania.
Ilustracje, opisy.
Cegła w rękę. Papranina.
Mam trzy ściany wewnętrzne. Mają być w jednej linii, więc jeden sznurek rozciągam i jadę warstwa po warstwie wszystkie ściany naraz.

gallery_23095_525_32926.jpg

BLOCZKI
Narożniki stawiam! Na papie. Papa wysunięta poza obrys, więc nacięcia narożników robię, żeby utrudnić sobie życie. Później okaże się to niegłupie, bo papa wysunięta na zewnątrz chroni styropian.

gallery_23095_525_9766.jpg
- Albo i nie chroni.

gallery_23095_525_45551.jpg

Pasy papy wysunięte wewnątrz łatwo się łamią.

Czym murować? Zaprawą z wapnem czy z plastyfikatorem?
Kupuję worek wapna. Napisane w instrukcji: zalać na 24h, zalewam w metalowym wiaderku. Breja. Co z tym dalej robić?

WIADERKO
Metalowe wiaderko kupuję z myślą o... wiaderku. Jak budować bez metalowego wiaderka? Te plastikowe - dziwne. Wiadro ma być metalowe. Baaaardzo szybko się okazuje, że 10l to bardzo mało, że każdy gram wiaderka to większe zmęczenie. No i jak uderzysz się metalowym to bardziej boli niż drewnianym. Plastikowym.
Z kolei plastikowe 20l wiaderko jest the best. 20l wody na poddaszu to jest konkret. 20l zaprawy bardzo ciężko podnieść nad głowę. Ale metalowe 10l zaprawy to jak splunąć. I plastikowe ma płaskie dno, co jest ważne przy wygrzebywaniu zaprawy, bo wtedy liczy się każda okruszynka. Nie wiedzieć czemu.

gallery_23095_525_35403.jpg

Biorę plastyfikator. Nie wiem o co chodzi z wapnem. Hurtownia daje mi 2 baniaki po 5l cemplas. Dokładnie tak: cemplas. Tym się różni od cemplastu, że brak mu litery t w nazwie. Zauważę to, jak będę ze ścianami pod stropem. Drugi baniak tego szuwaksu w całości zostanie niewykorzystany. Potem na siłę będę go wlewał gdzie się da, a na koniec w megadawkach posłuży jako utwardzacz w wyczystkach komina.
Gdy przyjedzie wuj, okaże się, że wapno jest lepsze. Zrobi zaprawę z wapna i poznam różnicę. Poddasze wymuruję już z wapna. Niebo a ziemia.
Stop. Ubijanie pospółki.

UBIJANIE POSPÓŁKI
Nie ma skoczka. Rozgarnięte w 90% i udeptane wypełnienie fundamentów czeka do wiosny. A wiosną, po akcji kanalizacja leję na pospółkę wodę ze szlaucha.
Hektolitry wody. Pod ciśnieniem przepłukuję miejsce przy miejscu tak, że szlauch wchodzi mi na głębokość 50cm w podłoże. Basen. Fundamenty ocieplone i zasypane od zewnątrz. Nawet do głowy mi nie przyjdzie myśleć, że woda może rozsadzić ściany. Nie rozsadza.

gallery_23095_525_24920.jpg

Kilka dni zalewam podłogę. Obserwuję jak większe kamienie idą głębiej, a na wierzch wychodzi mokry proszek, ił. Pospółka to mieszanina różnych ziarnistości. Największe kamienie wyciągam. Przydadzą się dookoła drzewek, przy ognisku. Do poziomu izolacji poziomej jest jakieś 2-3cm. Dlatego też decyduję się dołożyć warstwę cegieł. Wychodzi mi, że chudziak będzie miał ok. 8cm grubości. Zobaczymy, o ile osiądzie podłoga, jak wyschnie. Osiada może o 1cm, nie więcej.

gallery_23095_525_9282.jpg

Postanawiam murować bez podłogi na gruncie. Później zaleję. Bloczki, rusztowania i czas dodatkowo ubiją podkład.
Rok później, robiąc fundamenty pod ściany działowe mam okazję sprawdzić, co tam w tej pospółce się dzieje. A dzieje się i dobrze, i niedobrze.

gallery_23095_525_37933.jpg

Dobrze, bo do głębokości ok. 20 cm skorupa jest jak kamień. I sucha.
Głębiej robi się wilgotniej i mniej jest ubite. Pytanie co z tym zrobić odkładam na przyszłość, a pod ściany działowe wylewam fundamenty na głębokość ok. 50cm. Jest to też sposób pozbycia się nadmiaru gruzu B-20, który pozostał z zalewania stropu.

gallery_23095_525_7319.jpg

Policzone 11,5m3 betonu B-20 na strop, zamówione na wszelki wypadek 12m3.
W gruszkach, jak zwykle, przyjeżdża lekko więcej.
Strop zostaje rozgarnięty przez mocną ekipę specjalistów od zalewania stropów.

gallery_23095_525_36185.jpg

A nadmiar betonu ze stropu idzie na dół, na podłogę na gruncie, gdzie poczeka na lepsze dla siebie czasy. Pół roku później będę skuwał ten beton, wyrywał z niego zalane kawałki desek i ułożę niezły betonowy kopiec przed wejściem. Płyty B-20 idealnie nadadzą się na fundament pod ściany działowe.

gallery_23095_525_29040.jpg

Pytanie, co z mostkiem termicznym. Taki fundament, w folii, jakkolwiek wewnątrz domu, przypuszczam, że wychładza ściany. Nie wiem czy znacznie i nie wiem, jak postawić ściany nie mając podłogi na gruncie. Do dziś nie wiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Opis zdjęcia ekipy specjalistycznej zalewającej strop mnie rozwalił na łopaty ... icon_lol.gif icon_lol.gif icon_lol.gif

w ogóle masz chopie poczucie humoru , trza Ci przyznać ... icon_biggrin.gif

dawaj końkrety w sprawie wyboru techniki grzejnej .... bo może lepiej pierniczyć o tym w dzienniku niż po wątkach różnych na lewo i prawo....
co masz do wyboru?

Doczytałam , ze prąd Cie interesuje ... do Gawla uderz w tej sprawie na priv ... co wie to na pewno powie ...
ja na Twoim miejscu z Twoimi wątpliwościami założyłabym osobny wewontek w odpowiednim dziale ... albo w najczęściej odwiedzanym dziale ....
pewnie ktoś rozjaśni sytuację....

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Wczoraj pozmieniałem rozmiar zdjęć, powinno być lepiej/szybciej.
Daggula, sposób ogrzewania domu jest zadaniem do rozwiązania.
Prąd będzie głównym źródłem energii. Ale kominek - najczęściej używanym.

Kominek chciałem mieć od zawsze, bo go nigdy nie miałem.
I kominek będzie. A skoro chcę mieć kotłownię w salonie, to obowiązkowo trzeba energię magazynować,
bo z jednego rozpalenia jest jej tyle, że na dłużej niż jedną dobę wystarczy.

A jak magazynować, to w buforze.
Jak w buforze, to grzewać niskotemperaturowo.
Czyli podłogówka wodna.
O podłogówce myślałem od zawsze i jestem na nią zdecydowany. I żadnych kaloryferów.

Tak wygląda idea grzania kominkeim.

Do tego dochodzą kolektory.
Dofinansowanie z gminy, więc jest się po co schylić.
A dofinansowanie to 300l zasobnik na wodę w pakiecie.

I tu dochodzimy do kluczowej sprawy:
bufor i zasobnik. Dwa grzyby w barszczu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
pisz do adama_mk na priv , daj mu link do dziennika ... niech tu zajrzy i sie wypowie ... im więcej opini tym lepiej ...
na mnie nie licz .... bufory wszelkiego rodzaju to dla mnie czarna magia ... wyjątkiem są jedynie moje własne prywatne osobiste ... icon_lol.gif icon_razz.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Normalnie cały dzień siedzę i czytam o kilowatach. Czacha dymi.
Znalazłem wspaniałe wywody Henoka i jego obliczenia - przeróżne. Zestawienia na okoliczność instalacji kolektorów i strat ciepła w obiegu cwu. Te wyniki mnie budują.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
2004/2005

Chcę mieć dom ciepły, wygodny i słoneczny.
Najchętniej zamieszkałbym w Dalmacji.
Ale tam nie mają tak pięknych zim, jak u nas.

W lutym 2009:
gallery_23095_525_88921.jpg

Widok z drogi, ze zdrapkiem dogorywającym, który wiosną 2009 trafi na lawecie do recyclingu...
gallery_23095_525_38072.jpg

Gratka, autentyczny australijski znak drogowy:
gallery_23095_525_32332.jpg

Dom, który zbuduję będzie energooszczędny.
Najprościej dopilnować właściwej orientacji budynku względem stron świata. Dochodzą osobiste preferencje: kuchnia od wschodu czy od zachodu?
Kuchnia od zachodu - z tej strony mam piękną panoramę; sypialnia: od wschodu - nigdy nie chodzę spać o zachodzie.

Wykorzystanie energii naturalnej to priorytet. W granicach możliwości finansowych i zdrowego rozsądku. Z akcentem na możliwości, stąd okien o podwyższonej izolacyjności nie montuję, kupuję zwykłe 5-komorowe białe pcv i sam je wstawiam. Sam je również obrobię tynkiem, pod okiem wuja. Z początku idzie z oporem, ale wszystkiego można się nauczyć.

gallery_23095_525_35159.jpg

Z fizyką jestem na bakier od zawsze, od zawsze też fascynuje mnie, zadziwia i przeraża. Dlatego również "tymi ręcami" buduję.

Po kupnie działki, przed kupnem projektu wertuję materiały dotyczące passive solar heating/building, energy saving, accumulating, etc. Będę wykorzystywał energię słońca, na bank, a może i ziemi. Z czasem dowiem się o istnieniu ciepła przemiany fazowej. Że takie zjawiska w przyrodzie występują? Chwała ludziom, którzy wiedzą na te tematy dzielą się w sposób przyswajalny, praktyczny i są pomocni. Naprawdę pomocni.

Kolejny prosty beznakładowy sposób gromadzenia ciepła słońca to masywna ściana akumulacyjna w centralnej części domu. Żeby ten akumulator miał sens, istnieją oszacowane proporcje między powierzchnią szyb w oknach a objętością takiej ściany. 0,3m2 muru o grubości 10cm przypada na 0,09m2 szyby w oknie. Woda to również akumulator: 11,3 l wody na 0,09m2 szyby w oknie. Pachnie to herezją, new age'm, jehowami i czarami, więc sceptycznie do tego podchodzę, tym bardziej, że nie od dzisiaj wiadomo, że mierząc, ważąc i obracając na macierzach kiosk z gazetami w końcu znajdziemy w nim odpowiedzi na wszystkie nurtujące naukę pytania.

Ale w przyrodzie nie istnieje nic piękniejszego od surowej ściany z cegły. Pani architekt notuje więc w opisie adaptacji: "ściana wewnętrzna konstrukcyjna z cegły ceramicznej".

Odnośnie zbiornika z wodą - ustawić w domu ogromne akwarium z rybkami można zawsze. Nigdy rybek nie hodowałem, kto wie, może zacznę.

Idziemy dalej.

W najmniej słonecznym okresie roku, czyli w dniach 22 i 23 grudnia słońce stojąc w zenicie jest najniżej, czyli pada pod kątem 14-15 stopni.

gallery_23095_525_53295.jpg

Żeby promienie padające przez okno, którego parapet znajduje się na wysokości około 1m dotarły do przeciwległej ściany, jej odległość od okna musi być nie większa niż 3,85m. Co to za salon o szerokości 3,85m? Klitka. Jednak, kiedy oglądam skandynawskie wnętrza domów energooszczędnych, tam odległość przeciwległych ścian jest właśnie taka!

gallery_23095_525_110430.jpg

Tyle mogę zrobić, by pozyskać istniejącą energię nie ponosząc żadnych dodatkowych kosztów.

Rezygnuję jeszcze z balkonu w celu likwidacji mostka cieplnego. W przyszłości postawię werandę - drewniany taras.
Małe okna od pn-wsch. Kotłownia od północy.

Analizuję całoroczny ruch słońca po mojej ceglanej ścianie (symulacja w komputerze) i myślę sobie, że będzie dobrze. Później - w stanie surowym otwartym okazuje się, że będzie bardzo dobrze, bo ładnie to wygląda, gdy światło maszeruje po ścianie. A zyski energetyczne? Diabli wiedzą, a mądrzy ludzie wciąż prowadzą na ten temat debaty.

22 grudnia, godz 7:52, wschód słońca:
gallery_23095_525_14940.jpg

22 grudnia, godz 15:58, zachód słońca:
gallery_23095_525_65527.jpg

...który w symulacji na ścianie wygląda tak:
gallery_23095_525_999.jpg

22 grudnia 11:36, słońce w zenicie:
gallery_23095_525_1451.jpg

Odległość ściany akumulacyjnej od okien trzeba wyważyć między komfortową wielkością pomieszczenia a możliwością bezpośredniego nasłonecznienia w skali roku. W moim domku ta odległość to 4,5m. Rzeczywistość później potwierdzi, że proporcja 4,5 metra do 3,85 to mniej niż 18 łopat piachu względem 12. Ściana powinna być ciemna. Ewentualnie dam wzdłuż ściany ciemny pas terakoty na szerokości 75cm. Ściana prawdopodobnie pozostanie ceglana, a fugi dam ciemne. Ale to pieśń przyszłości, kiedy będę wybierał kafelki.

KAFELKI
Tej zimy przechodzę w tej materii chrzest bojowy. W obecnym mieszkanku wraz z Wiewiórkiem przeprowadzamy generalny remont łazienki. Efekt przerasta nasze najśmielsze oczekiwania.

gallery_23095_525_27103.jpg gallery_23095_525_40281.jpg

gallery_23095_525_29611.jpg gallery_23095_525_24089.jpg

gallery_23095_525_6971.jpg

Z pasją czytam i oglądam wynalazki montowane przez współczesnych Leonardów da V., np. http://www.builditsolar.com/Experimental/experimental.htm, ta strona to jedna z dziesiątek. Też coś skubnę z tego szaleństwa. Jak już wybuduję, oddam do użytku i zamieszkam. Ale zacznę wcześniej, od bufora ciepła - pionierska robota, jaką w dziedzinie budowy bufora "tymi ręcami" wykonali ludzie przejdzie z całą pewnością do historii ludzkości. Hołd oddać należy tym, co nie tyle bufory konstruują, ile tym, którzy myśl tę w świecie propagują oraz tym, którzy z myśli tej czerpiąc ideę w czyn przekuwają, budowę opisują, jak i późniejszą eksploatację wnikliwie dokumentując upubliczniają. O adamie_mk, piczmanie, njerzym między innymi i przede wszystkim tu mówię.

Podobno jest gdzieś w świecie inżynier wynalazca, który, dążąc do maksymalnego wykorzystania rozproszonej energii, w furtce przy bramie ma zamontowaną prądnicę i system kółek i przekładek. Ilekroć ktoś otwiera furtkę, wysiłkiem własnych mięsni i wolą wejścia na posesję uruchamia mechanizm i produkuje prąd. Z niemałym oporem uchyla skrzydło, a ono samo się zamyka. Wychodząc musi zrobić to samo - uchylić opierające się skrzydło i wyprodukować prąd. Nie pozostaje nic innego, jak zapraszać gości.

Właściwe ustawienie chałupki względem stron świata ma służyć temu, by na południowo-wschodniej połaci wygodnie i maksymalnie południowo zamontować kolektory. Łamigłówka o tyle jest niełatwa, że orientacja działki względem stron świata jest wybitnie figlarna. Południowy narożnik domu odchylony jest od południa o kąt dokładnie 41st.

gallery_23095_525_9419.jpg

Lepiej dać kolektory na połaci pd-wsch niż pd-zach z racji tego, że zimą kolektory więcej słońca złapią na połaci skierowanej na pd-wsch, a latem i tak złapią tyle energii, że nabiją zasobnik do pełna. Upewniam się w tym obserwując ruch słońca latem i zimą. W końcu nie miesiąc i nie dwa człowiek się buduje, więc widział już to i owo.
Również kąt ustawienia kolektorów powinien wynosić 60st a nie 30 z tego względu, co powyżej: latem złapią, co mają złapać, a w okresach przejściowych złapią więcej niż by złapały ustawione pod kątem 30st.

Na ile passive solar heating i pozyskiwanie darmowej energii jest w moim wydaniu zabawą, hobby, a na ile to poważna zaangażowana analiza łatwo zgadnąć, bo kompletnie się na tym nie znam. Wiele jednak na tym nie tracę, a coś a nuż zyskam. Nie jest natomiast zabawne szacowanie miesięcznych kosztów utrzymania ciepła w domu. Oj, nie.

Projekt - rzuty
parter
gallery_23095_525_88653.jpg

i po mojemu:
gallery_23095_525_36840.jpg

poddasze
gallery_23095_525_101234.jpg

i po mojemu:
gallery_23095_525_62458.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
PRZYKAZANIA, REGUŁY I PRAWA MURPCHY'EGO DLA BUDUJĄCEGO SAMODZIELNIE

1, Koncepcja to podstawa.
I tak o czymś zapomnisz. Przygotuj front robót, materiały miej w zasięgu ręki. Zawsze czegoś zabraknie.

2, Mierz siły na zamiary.
I tak masz ich za mało. Nieustannie musisz rozwiązywać zadania logistyczne, szczególnie gdy chodzi o ciężkie elementy, jak belki stropowe, stalowe szkielety wieńca, krokwie. Podnoś etapami i miej zabezpieczenie ? jak upuścisz, to coś rozwalisz albo krzywdę sobie zrobisz. Na wysokość pasa podniesiesz nawet bardzo duży ciężar, ale im wyżej tym trudniej, więc przyszykuj stół, rusztowanie pośrednie zanim wrzucisz coś na samą górę. I tak zawsze braknie 5cm.

3, Rób bałagan.
A potem sprzątaj. Syf dobija. Jak robisz sam, to porządek daje poczucie satysfakcji choćbyś był udupiony robotą, bo nie dajesz rady ze zmęczenia albo nie wiesz jak.

4, Nie bój się partaniny.
Budujesz dla siebie, więc jedyne co ci grozi, to że przedobrzysz. Niczego nie spartolisz, bo jak już coś spieprzysz, to na pewno potem będziesz poprawiał. Lepiej zrobić źle, niż wcale, zawsze można poprawić. I najważniejsze: gorzej niż opłacani fachowcy nie zrobisz ? na bank. Choćbyś nic o budowaniu nie wiedział. I tak będziesz poprawiał, a jeśli nawet nie, to zrozumiesz, że można było lepiej/prościej.

5, Bądź leniwy.
I tak nie jesteś. Próbuj ułatwiać sobie życie, bo wystarczająco je sobie utrudniasz budując samemu, bez pomocnika, z którym przecież:
() głupią deskę na poddasze łatwiej byś wrzucił.
() zaprawy na strop sam byś nie wciągał albo nie wnosił.
() jak ci z dachu coś spadło, sam nie dylowałbyś na dół, bo on by ci podał.
() nie musiałbyś nogi klinować gdzieś o coś wisząc poza obrysem budynku i tnąc piłą łańcuchową, bo pomocnik by cię za nogę trzymał.
() nie podsuwałbyś cegły, deski, bloczka nogą, kolanem czy łokciem podnosząc bardzo ciężką belkę o kolejne 20cm, bo pomocnik by to podłożył.

6, Mierząc coś do obcięcia, mierz z dokładnością do pół milimetra.
I tak ci się rozjedzie. Z czasem nauczysz się z tym żyć.

7, Odpuszczaj ile się da.
Ciągnie do wyczynu, jeszcze jedna taczka, jeszcze jedna łopata, jeden bloczek. A nazajutrz odpadasz. Nie przemęczaj się. I tak przegniesz. Nie bądź ambitny. Dłużej pożyjesz. Co? Ja nie dam rady? Ja im, k...a, pokażę! Fizyka i chemia cię zweryfikują, ale do niepokornych budowanie należy. Jesteś k...a ambitny i nic tego nie zmieni.

8, Buduj z odpadów.
Wyciągaj gwoździe. Zbieraj druty. Sortuj deski. Zbieraj upuszczoną zaprawę. Odpady zostają zawsze. Nawet jak już budujesz z odpadów. Mam jakieś 40kg gwoździ zakupionych w sumie do etapu szalowania stropu. Wystarczą mi do końca budowy.

9, Nie spiesz się. Zdążysz ze wszystkim.

10, Łopatę miej zawsze pod ręką. - punkt dla inwestorów zatrudniających ekipę
Doświadczenie zdobyte przez mojego znajomego.
Ilekroć na twojej budowie pojawia się nowy fachoof-iec, najpierw przywal mu w łeb łopatą, potem dopiero powiedz ?dzień dobry?. Inaczej się nie dogadacie.


CUDA BUDOWLANE
() To cud, że jeszcze żyjesz.
() Nie jesteś normalny. Nikt normalny nie buduje, tym bardziej samodzielnie.
() Zaczynaj budowę bez kasy. Wtedy pojawi się kasa.
() Najgorzej jest w czwartek. Ze wszystkim. Czwartek powinien być dniem wolnym od pracy. Ale wtedy wtorek byłby najgorszym dniem.
() Budowa nigdy nie ma końca.
() Cud, że ten dom w ogóle stoi.

O czymś zapomniałem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

(...)


CUDA BUDOWLANE
() To cud, że jeszcze żyjesz.
() Nie jesteś normalny. Nikt normalny nie buduje, tym bardziej samodzielnie.
() Zaczynaj budowę bez kasy. Wtedy pojawi się kasa.
() Najgorzej jest w czwartek. Ze wszystkim. Czwartek powinien być dniem wolnym od pracy. Ale wtedy wtorek byłby najgorszym dniem.
() Budowa nigdy nie ma końca.
() Cud, że ten dom w ogóle stoi.

O czymś zapomniałem?



Jeżeli budujesz sam to dopisz :
() Buduj starannie bonie będziesz miał na kogo zwalić icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
ŚCIANY NADZIEMIA

Roku pańskiego 2006 dnia 25 miesiąca maja w upale sięgającym stopni 30 w cieniu stawiam narożniki nadziemia.
Bez płaszcza z podbiciem w kolorze krwawnika. icon_smile.gif

Dwanaście sztuk, po trzy w każdym rogu. Wychodzi prawie cała betoniarka 80l.
Później norma się ustali, że jedną betoniarką zaprawy muruję około 14 bloczków. 16 to już dużo.
Wyrabiam to w pół dnia. Jedna betoniarka to dokładnie taczka zaprawy.
Powoli idzie. Jak się w przyszłości okaże, zużycie byłoby mniejsze, gdybym zbierał to, co spadnie, ale nie wiem, że można, że trzeba, że to też się nadaje.
Murując nad stropem już zbieram.
A stawiając ściany działowe zbieram już do czysta.

Narzędzia.
Kupuję nową poziomicę.
Kątownik aluminiowy.
I kielnię nową. Porządną, nie za marne osiem zeta, ale solidną, za całe 26. Myję ją na koniec dnia. Wymuruję nią wszystkie ściany nadziemia, ściany działowe, wytynkuję, nauczony przez wuja.



Kielnia służy mi do dziś, a jak skończę budowę, to razem ze szpadlem chyba powieszę ją na honorowym miejscu nad kominkiem w gablocie.

Nowa era w budownictwie.

Po wymurowaniu narożników, nazajutrz, pojawia się pan Marian, na własne życzenie, niezapowiedziany. Właśnie mam przygotowaną taczkę zaprawy.
- Muruje się tak. – bierze w dłoń kielnię i delikatnie, powolutku rozprowadza dwa rzędy zaprawy na bloczku. – Pośrodku zostaw pustkę. Mniej zaprawy, cieplejsza spoina. Łatwiej układać bloczek. Z początku będziesz klął. Później ci się spodoba. Na koniec będziesz żałował, że już nie masz czego murować.
I tak dokładnie jest. Murowanie to fajna zabawa.
Jadę - 560 bloczków do poziomu stropu.



Bloczki trzeba docinać. Powołuję stanowisko docinania.
Czym ciąć? Czymkolwiek. Gazobeton jest miękki. Z wujkiem znajdziemy później na łące porzuconą piłę dedykowaną do cięcia bloczków, z zębami z płytek z węglika spiekanego, full-wypas, ale ze złamanym uchwytem.



Z ciekawości weźmiemy ją, żeby sprawdzić. Moje wrażenie: owszem, nieco łatwiej ciąć niż jakąkolwiek inną piłą, ale siedmiu dych za to bym nie dał. Magiczny młotek oferowany przez niektórych producentów jako zestaw do murowania to z kolei zwykły gumowy młotek.



Upał jest ekstremalny. Ale mi to pasuje. Lubię upał. Wypijam hektolitry wody. Bloczki spryskuję wodą. Pies kopie doły pod paletami i w obrysie budynku.



Czwarta warstwa idzie z marszu. Wyżej trzeba stawiać rusztowania. Eksperymentuję ze stołem, który zmajstrowałem zimą, z paletami, z wchodzeniem na bloczki. Wykorzystuję kozły zbite do wiązania zbrojenia fundamentów i później wieńców i podciągów.



Dociągam w ten sposób do ósmej warstwy. Do stropu zostały jeszcze cztery. Trzeba stawiać wyższe rusztowanie.



Poradnik majstra budowlanego jako ta biblia, zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania. Jest tam też rysunek koziołka włącznie z ilością gwoździ, jakie trzeba wbić. Pierwszy kozioł, niski powstał dwa lata temu, teraz buduję wysokie.







RYTM PRACY
Sam buduję, rekreacyjnie, więc:
() sam robię zaprawę
() sam ją noszę
() sam wrzucam bloczki na rusztowanie
() sam mierzę i docinam
() sam muruję.
() sam sprzątam.



Pomocnik - brak.
99% zadań na budowie o wiele łatwiej jest wykonać w dwie osoby.
Kopanie - przesypywanie.
Mierzenie – cięcie.
Noszenie – murowanie.
Układanie.



Najbardziej nuży wypełnianie spoin pionowych. Jak to cholera robić? Zasklepiam je patentem: od zewnątrz przysłaniam pacą styropianową i pakuję z góry zaprawę. Na koniec od zewnątrz przecieram. Efekt podsumowuje kierownik budowy:
- Aleś zapaprał ścianę.
- Ale stoi.
- Stoi.



DOCINANIE CEGIEŁ
Z początku próbuję cegły ciąć szlifierką katową. Do dupy. Pył, niebezpiecznie, niefajnie.
Rozwiązanie: przecinarka tarczowa do płytek.
26 czerwca, w dniu moich urodzin robię zakupy. Postanawiam kupić przecinarkę i tarczę.
Tarcza: cena ok. 70pln
Przecinarka: cena niecałe 50pln
W kasie pani liczy tylko tarczę, zapomina o policzeniu maszyny. Dostaję ją w prezencie urodzinowym od hipermarketu. Tej wersji się trzymam.

Sprawdza się. Nie kurzy, bo tarcza chodzi w wodzie, za to czasem chlapie. Hałasuje, więc – srajtaśma albo chusteczka w uszy. Obowiązkowo okulary-gogle. Rękawice. Cegła potrafi się zaklinować, szarpnąć. Trzeba uważać. Szybko nabieram wprawy w cięciu cegieł.
Odpadów zostaje sporo. Mam problem co z nimi zrobić. Do czasu przyjazdu wuja.







Zdaje się, że każdy ma jakiegoś wujka, który zna się na budowaniu. Mój wujek jest the best. On to mówi mi co z tymi cegłami trzeba zrobić.
- Trzeba z nich komin postawić.





Z pierwszego wykształcenia zdun, z zamiłowania murarz (zaczął murować jak poszedł na emeryturę), w młodości kulturysta – dźwigał ciężary. I bokser. Dusza człowiek. Pszczelarz. Osom, żeby nie topiły się w wodzie, w misce, słomki układa. I cegłami żongluje jak piłeczkami pingpongowymi. Siła człowiek.
- Bo komin to się stawia z czego bądź.
To ja myślałem, że komin to, panie, z najlepszej cegły, a tu taka informacja?
Przekonuje mnie jednym: idziemy na budowę obok, obejrzeć jak to tam pobudowali różne sprawy. Oglądamy komin.
- Widzisz, ten komin stawiał murarz, który o kominach gówno wie. Murował dookoła, a ściany między kanałami robił z połówek. Nie ma przewiązań.
I patrzę i teraz widzę. Faktycznie.
A przewiązania w kominie muszą być.



Przewiązania cegieł to fascynująca sprawa. Są do ich projektowania programy komputerowe, tak przypuszczam. Albo ludzie mają to w głowie. Szczególnie trudno rozplanować skomplikowane wiązania np. kominków z kanałami akumulacyjnymi. Rysuje się tam ułożenie cegieł warstwa po warstwie. Zawsze musi spoina zostać nakryta cegłą. Sprawa niełatwa, w książkach jest sporo błędów w tej dziedzinie.

Wujo też najpierw sobie projektuje kolejne warstwy.
Rzecz jasna z połówek nie muruje całego komina, ale tak sprytnie robi, że znikają wmurowane w miejscach nie mających znaczenia konstrukcyjnego. Wie, gdzie można wsadzić cokolwiek, a gdzie nie.



Dla przykładu: boki komina muszą być solidne. Przewiązania i ściany wewnątrz komina muszą być solidne. W każdej warstwie jest miejsce, gdzie leży połówka. Tam można wrzucić dwa mniejsze kawałki, bo to jest wypełniacz, a konstrukcję spaja następna warstwa i cała cegła w niej leżąca.
Tym sposobem góra odpadów ceglanych ze ściany trafia w komin.
U mnie na budowie nic się nie marnuje. Staram się wykorzystać wszystko.


Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach


MÓJ WUJ

Wuj tak naprawdę uczy mnie, czym jest prawdziwe budowanie. Obserwuję go, jak wieczorem, gdy kończymy pracę czyści swoją kielnię. Kładzie ją w piachu i wyciera na niej buty, jak na wycieraczce. Kielnia wygląda potem jak nowa. Myje poziomicę. Ja myję, bo tak to on by mył. Poziomicę z epoki murowania fundamentów oczyszcza z zaschniętej zaprawy. A ja już myślałem, że nic z niej nie będzie. A taka fajna, z laserem, żółta. Do murowania komina majstruje sobie kawałek deski zwężający się z jednego końca. Wygładza nim wewnętrzne ściany komina. (przedostatnie zdjęcie w poprzednim poście.)



Wuj przyjeżdża na kilka dni, żeby mi pomóc dokończyc murowanie ścian konstrukcyjnych parteru. Taki ma plan.
A ja mam plan, żeby mi komin postawił, bo sam boję się go murować, choć motyw przewiązania cegieł przerabiałem, w teorii. W efekcie wuj muruje dwie ostatnie warstwy ścian, na nich wyprowadzając poziom pod układanie stropu, a jest co wyprowadzać!, i muruje komin.
Upał jest pioruński, więc ustawiamy parasol, który nadaje się idealnie do tego żeby pod nim komin budować.



Uczy mnie, jak ustawiać rusztowania i jak się przy tym nie narobić.



RUSZTOWANIA
Rusztowaniem jest cokolwiek podparte czymkolwiek sięgające tam gdzie trzeba i służące do ustawiania wszystkiego.





Moje kozły budzą w wuju podziw.
- Żeś sobie zbudował konstrukcje – uśmiech od ucha do ucha.
Ale moje kobyły nie wszędzie się mieszczą.
- Daj jakiego gwoździa.
Gwóźdź, młotek, deska w pionie, deska w poziomie do podparcia leżących blatów i heja! - in*s*pekt*or bu*do*wy na zawał by umarł, gdyby tę konstrukcję zobaczył. Albo i nie...
Na tę z pozoru lichą konstrukcję wchodzi wuj ważący około stówy, wchodzę ja, wchodzi zaprawa i wchodzą bloczki.
- Deska dużo wytrzyma.
I ja mu wierzę.



We dwóch łatwiej budować. Jeden tylko muruje, a drugi cały czas ma co robić. Zaprawa, szalowanie okien. Wujo milczy i uśmiecha się, kiedy ja szaluję okna.
- Jak to zrobić najprościej?
- A rób jak chcesz. Jak zrobisz, tak będzie - szczerzy zęby w uśmiechu.



Przyjeżdża na wakacje. Uwielbia murować, pan w wieku blisko 70 lat przerasta mnie kondycją, siłą, witalnością. Jest za.je..bi.sty.

MUROWANIE POD SZNUREK
Nie od razu pokazuje mi jak naciągać sznurek!
Widzę bodajże drugiego dnia (połowa lipca AD2006), że gmera przy czymś na murku, sznurek, cegła, i myk, sznurek naciągnięty.

Zanim zaczyna murować obchodzi ściany dookoła. Tu popatrzy, tam popatrzy.
- Tu żeś, chłopok, zjechał.
A zjechałem, bo tu akurat, gdzie znalazł, pomyślałem, że co mi tam, dwa metry ściany od narożnika do okna to smyrnę bez poziomicy, na oko. I smyrnąłem odchył coś koło 4 cm od poziomu.



A do końca ścian parteru zostały dwie warstwy. Potem strop.
- Ja ci to wyprowadzę.
I wyprowadza.

Wuj przyjeżdża na wakacje. Ja muszę codziennie wracać do domu, bo Wiewiórek walczy z jakimiś materiałem, który trzeba trzecim okiem sczytywać, więc nocuję w mieście. Wuj ani myśli jeździć ze mną. Śpi w namiocie, który mu rozstawiam. Okolica przypomina mu las z jego rodzinnych stron. Tu jest mu dobrze.

A ja, gdy nazajutrz pojawiam się na budowie około 11-ej, widzę, że prawie cała szychta (warstwa) jest już ułożona. Sam wrzucił bloczki, zrobił zaprawę i obmurował pół chałupy dookoła w ciągu kilku godzin.
- Spać mi się nie chciało. Wstałem o piątej.
Potem robi komin. Idzie jak burza. Cegły, mam takie wrażenie, fruwają mu w rękach, jak je układa.
- Najgorzej zacząć, bo się trzeba schylać.
Starość nie radość, he, he. Tylko, że w cztery dni wyprowadza trzymetrowy komin do poziomu stropu.
Na koniec dnia murujemy tylko pierwszą szychtę - wytyczamy posadowienie komina.

Upieram się, żeby murował tak, żebym nie musiał tynkować.
Muruje pięknie, spoinę jeszcze przejeżdża rysikiem, ale i tak komin zostanie otynkowany, bo gładka strona cegły idzie do środka, żeby sadza się mniej kleiła, a i przepis taki jest, że trzeba komin otynkować.

Trzeba albo nie trzeba. Niektórzy mają kominy nieotynkowane, a domy oddają do użytku. Tymczasem jestem na etapie, że komina tynkował nie będę.



Przegapiam moment, gdy wuj stawia pierwszy metr komina. Wyczystki robi za nisko, robi je według swoich szacunków:
() 5 cm styropianu
() 5 cm wylewki
() 2 cm terakoty
czyli dwie warstwy cegieł i wyczystka.

Nie zdążyłem mu powiedzieć, że będzie według moich szacunków:
() 16 cm styropianu
() 8 cm wylewki z ogrzewaniem podłogowym
() 2 cm terakoty.

Trudno. Dwa lata później będę kuł, borował, łomotał i pocił się, aż powiększe otwory i przesunę wyczystki w górę.

Gdy wuj przyjeżdża, czekają już na łące belki stropowe. Jeszcze poczekają dwa miesiące zanim je zaleję betonem, zanim strop przygotuję, z poprawkami zaordynowanymi przez kierownika budowy.

NADPROŻA - KSZTAŁTKI U
Wujowi podobają się nadproża. Kształtki U z gazobetonu.
Zamawiam je w maju, przyjeżdżają w lipcu, bo ciągle ktoś o nich zapomina, albo skład budowlany, albo producent, albo sprzedają je komu innemu. Ale upieram się, że mają być i w końcu są.

Kształtki U to jeden z lepszych interesów. Są tanie, a montowanie z nich nadproży jest bardzo łatwe.

Nie wiem jak się robi nadproża. Jedyne moje dotychczasowe doświadczenie ze stalą to ławy fundamentowe. Na zdjęciach widzę strzemionka, drobniutkie, porozkładane względem naprężeń.
- Lejesz beton, zatapiasz pręty i układasz tak, żeby nie były na dnie, tylko trochę wyżej. Potem drugie dwa pręty zatapiasz górą i masz nadproże.
Proste jak barszcz. I trzymetrowy otwór w ten sposób można zamknąć nadprożem.

Ale szalunek, szalunek! Pojęcia nie mam o działających siłach, ciężarze betonu, więc stawiam coś, co wygląda jak ościeżnice - jako szalunek pod kształtki. Za dużo materiału, za solidnie, ale przyjdzie czas, że to zrozumiem.



Takie robocze okienka bardzo się jednak przydają: w przyszłości posłużą jako wieszak. Wystarczy gwoździe wbić.
I wyglądają już prawie jak okna.

WIĘŹBA
Przymiarki do więźby zaczynam nie mając jeszcze stropu.
Któregoś dnia robię wszystko, byle nie robić tego, co trzeba i wpadam na pomysł odwzorowania kształtu mojego przyszłego dachu - na ziemi.
Mam poczucie, że zyskuję wyobrażenie tego, co mnie czeka. Ale czeka mnie znacznie więcej, czego jeszcze nie wiem.
Tymczasem stoi sobie surowe dziesięć warstw bloczków i szkic linii dachu.





Któregoś dnia zauważam, że spoina w ścianie po lewej stronie od wejścia puściła. Gdybym mocniej pchnął, to bym ją przewrócił. Na tym wygwizdowie wiatry potrafią wiać, oj, potrafią. Mówię o tym kierownikowi budowy.
- I co z tego? Przyciśniesz stropem. Ściana pracuje na ściskanie.
Ale chodzę koło niej jak koło bomby.
Zapomnę o szczelinie już na etapie szalowania nadproży.
Przypomnę sobie dużo później: pisząc ten dziennik.



SCIANA Z CEGIEŁ
Do ściany z cegieł wuj się nie dotyka.
- Aleś zapaprał! Trzeba było zadzwonić, żebym ci wymurował.
Nie może patrzeć na tę ścianę, a ja mu jeszcze wciskam, że nie będę jej tynkował.
- Zepsułeś.
Do głowy mi nie przyszło, żeby wuj mi tę ścianę wymurował.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
GLAJCHA






Murowanie ścian z dwóch różnych materiałów spowalnia pracę.
Przychodzi moment, że więcej bloczków z bk nie ustawię, bo muszę podmurować choćby 3 szychty ściany z cegieł (1 warstwa gazobetonu to około 3 z cegieł)
Docinanie, napinanie sznurka. Murowanie.



Na łączenie ścian wewnętrznych konstrukcyjnych sposoby są dwa:
() na kotwy. Można kupić gotowe pręty wygięte w S, mniej więcej o takim kształcie: _|-
() przewiązania w murze. Trudne, bo warstwy cegieł i bloczków rozmijają się. Poza tym wpuszczanie cegieł w gazobeton wiąże się z dodatkowym nacinaniem gazobetonu. I zimną cegłą wchodzić w ciepły bk - nie widzi mi się.

Decyzja: kotwy samodzielnie robione.
Prętów fi6 mam pod dostatkiem. Kilka gotowców kupuję dla porównania i tnę, gnę.
Taką metodę polecam.

Staram się kotwić w co drugiej warstwie bloczków, czyli co 6-7 warstw cegieł.
Znowuś papranina.
Czasem łączenie wypada w połowie bloczka. Wtedy kładę dwie połówki. Na szczęście kupuję paletę połówek. Nie zmarnują się.
Rowki, w które ułożę kotwy wydłubuję czym podleci, gazobeton jest miękki.



Pośrodku ściany między drzwiami a oknem z prawej co poniektóre zababrane spoiny ukrywają dwa bloczki połówkowe.

STAL
Pan R. przywozi mi stal - pręty fi 12 dł 12m ciągnąc ją na linie za samochodem, bo mu tak prościej, po asfaltówce! Jego sprawa.

CIĘCIE STALI
Szykując zbrojenie fundamentów kupuję szlifierkę kątową, do cięcia.
Cięcie idzie nieźle, ale wszystkiego trzeba się nauczyć. Cięcia też.
Kolega pokazuje mi, że pręt wystarczy naciąć częściowo, a potem podnieść go, machnąć, a on pod własnym ciężarem się złamie.
Działa.
Tak więc robię, do czasu.
Podniesiony, machnięty i sprężynujący pręt odbija się, uderza w zgięcie łokcia i obślizguje.
Miejsce cięcia stali jest bardzo gorące.
Końcówka pręta ściąga mi skórę dokładnie w zgięciu łokcia i lekko kaleczy.
Rana mocno szczypie i paprze się przez... ponad chyba tydzień ze dwa tygodnie trzy. icon_smile.gif Nie pamiętam. Utrudnia pracę.
Rana wygląda koszmarnie, ale w końcu goi się. Na szczęście jest powierzchowna i nawet blizna nie zostaje.
Od tamtej pory już tak nie tnę stali.

Szukując zbrojenia fundamentów liczę, jak pociąć 12-metrowe pręty, zakładając:
() żeby mieć jak najmniej odpadów
() żebym gotowe zbrojenie mógł sam wrzucić do wykopu nie niszcząc wykopu.

Odcinki ścian dzielę odpowiednio na dwie i na trzy części, doliczając zakład 50cm.
Pan Marian każe mi dołożyć jeden pręt w zbrojeniu dołem - przypuszczam, że jest to poprawka na mój brak doświadczenia. Dokładam.

Narożniki łączące zbrojenie ław to odcinki długości 100-110 cm. Po pięć w każdym rogu. Zgięte pod kątem 90st.

Stal fi 8 pogiąłem.
A jak pogiąć fi 12?
Próbuję na śrubach. Gówno tam, nie idzie.
Szukając sposobu sprawdzam czy nie pójdzie najprościej, po chamsku, pod butem.


Słupek ścianki kolankowej.

Da radę. Trzeba się zebrać w sobie i zgiąć.

Później, podczas stawiania stropu do kolekcji dochodzi stal fi 16.
Nie do zgięcia żadnym sposobem.

Ale i fi 12 nie zawsze da się zgiąć zgodnie z potrzebami.
Narożnik to dwa odcinki półmetrowe. Jest za co złapać i promień gięcia może być duży. Więc pręt-but-ręka i pogięte.
Ale w stropie są żebra, gdzie trzeba tylko końcówkę długości kilkunastu cm zagiąć. I dupa blada, pod butem za cholerę nie ma jak.
Montując strop wpadam jednak na sprytny pomysł: gięcie z pomocą niezastąpionego... ścisku stolarskiego.

ŚCISK STOLARSKI - forever
Długa deska.
Do deski na sztorc przytwierdzony ścisk.
W przestrzeń między ramię ścisku a deskę wsuwam pręt.
Staję na desce.
Łapię koniec pręta.
Gnę dowolnie krótki kilkucentymetrowy końcówek.
Bardzo fajna sprawa.
Nawet fi 16 da radę lekko podgiąć tym patentem. Na szczęście potrzebuję jedynie lekko podginać fi 16 - do podciągu, żeby wyprofilować pręty w belce w strefie przypodporowej.

Planowanie jak pociąć bez odpadów owocuje dużą oszczędnością.
Zostaje bardzo niewiele krótkich kawałków do niczego nieprzydatnych.
Choć i one znajdą zastosowanie - w osadzaniu słupów drewnianych na cokołach.
Wiele naróżników ma lekko większą długość, np. 140 gięte na pół.

MASKOWANIE STALI
Stal kupioną z zapasem, z myślą o stropie muszę gdzieś ukryć.
- Wykop dół, tak z 50 cm głęb., stal owiń folią, wrzuć do dołu i zakop. Nikt ci tego nie ukradnie. - radzi pan Marian.
Tak robię.
Folię - czarną - dodatkowo wiążę w czterech miejscach drutem wiązałkowym.
Miejsca wiązania zaznaczam kamieniami w trawie.
Zakopuję.


Gdzieś za wersalką i drzewkiem biegła linia zakopanej stali. Fotka: wiecha.

Do zakopanej w ziemi stali wracam rok później.
Odkopuję zaledwie połowę - może trochę ponad.
Rozwiązuję drut. Trafiam po kamieniach.

Stalowe pręty wyciągam spod ziemi. Czasem się klinują. Wtedy trzeba pokombinować, żeby trafić na ten pręt, który tam, głębiej, leży na wierzchu.

Stal jest jak nowa. W jednym miejscu folia się podwinęła i wilgoć weszła, w ilościach symbolicznych. Pomijalnych.

Zbrojenie stropu robię podobnie jak fundamenty, tyle że pięć razy dłużej, dwa razy więcej stali, i dochodzi konieczność wstawienia fi 16.
Fi 16 zostanie mi do końca prac ciężkich, a ostatnie odcinki będę pakował w nadproża ścian działowych, bo co innego mam z tą stalą zrobić?
Wciąż jeszcze mam jakieś 6m pręta fi 16.

Wrzesień 2006
Muszę dokupić stal na zbrojenie wieńca pod murłatę.
Kupuję, a tego, co zostaje już nie zakopuję, za mało, nie chce mi się kopać.
Rzucam pręty w folii przy ogrodzeniu za domem. Szybko zarastają trawą.
Nikt nigdy nie pokwapi się po moją stal, ale...

OGRODZENIE SĄSIADA
Trzy lata wcześniej mój przyszły sąsiad zaczyna zasiedlanie działki od planu postawienia solidnego ogrodzenia. Stawia słupki metalowe betonując je na głębokość ok. 40 cm.
To za płytko, ale on jeszcze o tym nie wie.
Opłaceni ludzie montują stalową bramę. Naciągają siatkę.
Sosnowy zagajnik zostaje pięknie ogrodzony.
Po tygodniu znika brama.
Podejrzenie pada na panów, którzy to ogrodzenie stawiali. Ale kamień w wodę.

Sąsiada, przykrość, krew zalewa.
Zwija siatkę.
Zostawia łyse słupki.

Wtedy pojawiam się ja - nowy właściciel sąsiadującej parceli.
Sąsiad proponuje mi spółkę w postawieniu ogrodzenia nas rozdzielającego.
Zrzuta po dwie stówy i coś taniego ulepimy na tym 30-metrowym odcinku.
Ale ja mam inny plan: siatka leśna i stemple i za 200 stówy oblecę 60m.
Rezygnuję.

Rok później, wiosną, gdy cała przyroda budzi się ze snu, a z zakamarków wypełzają również szkodniki, trzy słupki sąsiada zostają upiłowane na wysokości kolan.


dowody wandalizmu - nakryte puszkami po piwie.

Domniemywać można, że nieznani sprawcy dokonują rozboju będąc na ostrym kacu.
Chcą znaleźć środki nabywcze na zakup alpagi.
Piłką do metalu upitalają słupki na wysokości kolan, żeby nie kucać, bo kac, bo niewygodnie, bo męcząco, a tak, na przygiętym kolanku, zyg-zyg-zyg, da radę, i dalej z tym na złom.
Zostają sterczące stalowe kikuty.

Sąsiada, krew zalewa.
Nie mija wiele czasu, a giną kolejne słupki podobnież upitolone pół metra nad ziemią.

Sąsiadowi krew się przelewa,
sam wycina pozostałe słupki,
a działkę postanawia sprzedać.
Z tarczą albo na tarczy.
Gloria victis.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Super si Ciebie cyzta!!!


Ciril, mam nadzieję, że w końcu napiszę: koniec. budowy. dziennika. Zaczął się sezon i więcej będę teraz na wsi, gdzie nie ma jeszcze internetu. Chociaż, kabel tpsy jest doprowadzony - jakieś videostradowe łącza położyli, tak więc jeden telefon bok-u i miałbym telefon. Hevenajsdey, Ciril.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Piotrze!


tort.gif
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin od Sąsiadki i ode mnie!!! A przede wszystkim, pogody ducha i żebyś zawsze miał 30 lat tak jak teraz icon_wink.gif . No i oczywiście zakończenia budowy, zagospodarowania działki i wypicia piwka na własnej ławeczce ze świadomością że prawie wszystko co najpilniejsze jest już zrobione. urodziny.gif


100 lat !!!!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Daggulka, Gaweł,
ale mi niespodziankę zrobiliście. icon_biggrin.gif Dzięki. Jak miło! Poczułem się jak Kłapouchy. icon_biggrin.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Daggulka, Gaweł,
ale mi niespodziankę zrobiliście. icon_biggrin.gif Dzięki. Jak miło! Poczułem się jak Kłapouchy. icon_biggrin.gif



Nie ma za co icon_biggrin.gif. Mieliśmy z sąsiadką zrobić Ci niespodziankę i Cię nawiedzić icon_cool.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
mam nadzieje że na moich urodzinach pokaże więcej icon_biggrin.gif

Sorki że zaśmiecam temat icon_sad.gif (już nie będę)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

cooliber ja mam urodziny w kwietniu icon_biggrin.gif
nie zapomnij!!! icon_biggrin.gif icon_biggrin.gif



przypomnij troszkę wcześniej żebym jakąś zarezerwował icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Coolibeer,
taki prezent, to jest konkret.

Gawel,
teraz trochę jeżdżę i zarobiony jestem do 30 czerwca. Potem starujęz robieniem łazienki i generalnie mam wakacje, więc zapraszam, a i ja chętnie do Ciebie na kawkę wtedy zawitam.

Bajbaga,
dzięki.

Vega1,
nie zaśmiecasz. icon_biggrin.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Cytat

Trochę spóźnione... ale WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO icon_biggrin.gif


Dziękuję, też z opóźnieniem icon_smile.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Piotrze właśnie skończyłem czytać Twój dziennik jestem pod wrażeniem zarówno budowy jak i dziennika jesteś wszechstronny jak Irena Kwiatkowska (prawie) Ja pierdzi u icon_eek.gif Tyna prawdę sam wyharowałeś ten dom . GRANDE SZACUN !!!!! Ale enough, jeżeli chcesz w ogóle dożyć jasnego końca tej budowy to musimy poważnie porozmawiać na tematy szeroko pojętej wykończeniówki domu i Twojej icon_wink.gif

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przecież nie ściemniam. Jesienią dopiszę resztę, nie mam teraz czasu. Ale na pytania odpowiem.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się