Tak ... jestem bardzo świadoma - przede wszystkim swoich słabości Powiem szczerze, że natenczas odeszło to (odchudzanie) na plan dalszy. Obecnie skupiam się na podtrzymywaniu funkcji życiowych zakłócanych skutecznie codziennie przez wkurrrr .... niemożebny ból głowy który odbiera chęci wszelakie do czegokolwiek a tym bardziej umartwiania sie odchudzaniem. Jem co jem ... znaczy co jest w lodówce (nie wychodze z domu więc jestem zdana na to co mi Kaśka/rodzice kupią) starając się nie przeginać i korzystać z jakiejś tam marnej wiedzy która w głowie została z książek dietetyka w zakresie jakotakiego bilansowania posiłków. Ponieważ mało mam obecnie powodów do uśmiechu (a może to i lepiej bo nawet uśmiech boli ) , to zdarza mi się wieczorem poprawić sobie humor czekoladką lub dwiema. Niestety na zlot nie przyjedzie chuda daggulka tym bardziej, że po drodze mam Londek gdzie jestem zawsze skutecznie futrowana przez mojego przyjaciela czekoladkami rodzajów dziesiątki i alkoholami w tym likierowymi (Baileys , kocham ) .... bo twierdzi, że on nie lubi chudych bab. I gadaj tu z takim ... I tyle chyba ...