Skocz do zawartości

ariaprimo

Uczestnik
  • Posty

    493
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Dni najlepszy

    8

Wszystko napisane przez ariaprimo

  1. Zostalo mi 90 kB na pliki. Napisz do Admina, latwo powiedziec. A gdzie on ? I kto zacz ? Niby jest cos takiego: Do administratora Forum Tutaj prosimy wpisywać wszelkie pochwały i negatywne opinie na temat funkcjonowania Forum.BudujemyDom.pl ale ja nie chce sie wypowiadac na temat funkcjonowania Forum. I do kogo mam pisac ? Jestem strasznie niegramotna w sprawach internetowych i technicznych
  2. I niech tam zostanie. Nawet do golfa go szkoda. Tej trawy nawchodzi w kolka, a trawa barwi na zielono. Do czerwonych kolek zupelnie nie pasuje . Mialo byc, oczywiscie "absolutnie nie do usuniecia".
  3. Jest po prostu cudny, taki nowiutki, sliczniutki... Az szkoda go uzywac. Pobrudzi sie, poplami, a i farba moze sie porysowac... .
  4. I tu miales calkowita racje . Palilam ja te galezie, i palilam, i palic sie nie chcialo, bo wszystko mokre. Ile ja czasu na to stracilam, i energii. Jak juz musialam wracac, to wtedy ogien odzywal, i nie chcial gasnac. Ktoregos dnia pomyslalam sobie - wezme go sposobem: przestane sie nim zajmowac, i niech zacznie gasnac. No, i zgasl. Nastepnego dnia, znow zaczelam ciagac te galezie do palenia, i nagle zdalam sobie sprawe, ze te liscie debowe z maczniakiem (bo innych tam nie ma), to sa rozsiane po calej dzialce. Wiatr porozwiewal je ze stosow przygotowanych do palenia, i chyba ponawiewal z calej okolicy, bo sa wszedzie. Miedzy drzewami, wplatane w mech, zaschle trawy i szyszki. Absolutnienie do usuniecia. I to moje palenie niczego nie zmieni, a w dodatku pomidory wykonczyla zaraza, a nie maczniak. Tak wiec, resztki debow pojda pod ogrodzenie. Czeremchy wolalabym tam nie dawac, bo jest wielkie prawdopodobienstwo, ze te badyle wypuszcza korzenie i zaczna nowe zycie. Ale, potne je i wrzuce na dno skrzyn, na to pojdzie glina, potem ziemia, i mam nadzieje, ze ulegna rozkladowi. Jest jeszcze opcja wyniesienia ich do lasu, i, niech robia, co chca . W przyszlym tygodniu beda wycinane drzewa, ktore moglyby zagrazac mojej chatce. Moze przy okazji chlopaki przerzuca do skrzyn te troche ziemi, bo bardzo mi sie nie chce...
  5. Hmm, remont skonczony, dzialka bedzie, jaka bedzie. Nie jestem pewna, czy mam ochote ogladac, jak fajnie moglam byla urzadzic sobie mieszkanie, czy tez jakie cudenka strzelic na dzialce . Ale dzieki za pomysl, moze skorzystam
  6. Jaki tam ze mnie aktyw... Ale co szkodzi napisac... Jutro. Trawy kosila nie bede . Na razie to jest jeszcze las, a nawet, jak stanie sie parkiem, to tez kosila nie bede A teraz moge wyslac tylko 95 kb Sprobuje w nastepnym poscie, chyba, ze ten 1 MG, to jest na dobe ? Kiedys bylo 2MG, a teraz 95 kB. Trudno, fotek nie bedzie...
  7. Tak, jak to wczoraj obiecalam, wstawiam fotki dolkow - te, ktore znalazlam,bo gdzies mi sie podzialy... I na tym koniec, bo jest limit 1MB
  8. Myslam, ze jedyna roznica miedzy naszymi i kalifornijskimi polega tylko na wielkosci. W takim razie kupie te hamerykanskie . Juz mnie nie dobijaj, zebym tylko ja siala... Wiewiorki tez chyba w tym lapki maczaja. Dzis juz za pozno, ale jutro wstawie fotki roznych dolkow. Mam nadzieje, ze tam, gdzie kopaly, to cos znalazly. Zawsze to o jedna sosenke albo dab mniej...
  9. Czlowiek jest najwiekszym bledem natury. A dobrze jej tak, bylo nie bladzic...
  10. Olchy, grabu, jesionu nie mam, brzoza nie, deby mam tylko z maczniakiem , zostaje czeremcha... Grabie mam, dwokolke i wozek rowniez, ale z tym bede dzialac, jak ogarne do konca te duze, kilkumetrowe galezie. Bo najlatwiej to je tylko przeciagac Wiekszosc z nich wypelnila skrzynie, ktore maja ok. 70 cm wysokosci. Na te warstwe galezi poszla warstwa gliny i ziemi. Pozostale galezie wyladuja pod ogrodzeniem (wlasnie koncze przeciaganie), troche zostalo do spalenia (maczniak itp). Mam zamiar kupic (chyba w sklepie wedkarskim) troche dzdzownic, i zwrocic im wolnosc
  11. Wrocilam z dzialki, postawilam na biurku garaca herbatke, i patrze, co w wielkim swiecie slychac. Bo w moim malym, to ciagle to samo: ogarniam, i ogarniam swoje wlosci. Koncepcje sie zmieniaja, i przeciagam te galezie z jednej strony dzialki na druga, a czasami to i po przekatnej. Ile ja tych kalorii spalam (a wcale mi nie zalezy) ! Jak juz o paleniu mowa, to plan byl taki: przygotuje stosy materii, a potem bedzie plonac ognisko, beda szumiec knieje, i bedzie pieczenie kielbasek. Wici rozeslalam jeszcze latem, ale zanim skonkretyzowalam akcje, to zrobilam probe generalna. I to byl dobry pomysl, bo te galezie wcale nie chca sie palic. A jak juz sie dobrze rozpala, to igly i szyszki tak troche strzelaja w rozne strony. Na calej dzialce jest igliwie, i zeby to bylo bezpieczne, musialabym oczyscic chyba cala polane i przyleglosci, a nie te pare metrow kwadratowych. Wiec z paleniem przenioslam sie do jeszcze nie zagospodarowanej skrzyni na uprawy. Od biedy, mozna by tam te kielbaski piec, ale... do tej jedynej skrzyni, ktora do tego celu sie nadaje, wlasciwie nie ma dostepu. Wlasnie przy niej znajduje sie gora ziemi do rozplantowania. Tak wiec, pieczenie kielbasek zostalo odlozone na blizej nieokreslone pozniej. Tak, jak trudno jest ogien rozpalic, tak samo ciezko jest go wygasic. Tak dokladnie, zeby byla pewnosc, ze jakis podmuch wiatru nie rozbudzil uspionego zaru. Sniegu co napadal, bylo za malo, wiec kupowalam wode do polewania. Teraz, ziemia juz rozmarzla, wiec moge zasypywac. Ale latwo nie jest... Wcielo mi kawalek tekstu, trudno, nie chce mi sie powtarzac, wiec kontunuuje. Na poczatku grudnia oczyscilam jedna polanke ze wszytkich odrostow sosnowych, czeremchowych i innych. Bodajze w czwartek, przeciagajac troche galezi, zauwazylam cos zielonego. Myslalam, ze to jakas galazka stracona w czasie ostatnich wichur, bo troche tego jest, i chcialam ja przy okazji tez przeciagnac - a toto roslo ! Kiedy ona zdazyla wyrosnac ? Tak na oko chyba 40 cm ? A tak w ogole, kiedy zima, poza drzewami, nie ma zadnej roslinnosci, i te krzaki co zostaly, bez lisci sa prawie niewidoczne, dzialka stala sie taka mniej lesna, a bardziej, hm... parkowa . Ciekawe, jaka bedzie latem...
  12. Mysle, ze czas zakonczyc te burze w szklance wody, i zaczac niedziele, ktora wlasnie sie zaczela , w lepszym humorze i nastroju. Dobranoc
  13. Aru, w pierwszym Twoim poscie w tym watku zarzucales mi chec oszustwa, uzywania nieodpowiednich materialow do budowy... Twoj nick z Leninem, tworca gulagow, wiele mowi
  14. Coz za swiete oburzenie ! Czy wiesz, ze wode szara, tj. po myciu sie, myciu warzyw czy owocow, czy ta, po odlaniu np. makaronu, mozna uzywac do podlewania ogrodu ?
  15. Jest piekne slonce, jade na dzialke ogarniac. W zeszlym tygodniu rozebralam choinke (juz ), i tak sie zastanawiam, czy gdzies jej nie posadzic...
  16. Panowie, i gdzie moj minimalizm ? Trzy fazy chyba bede musiala miec, ze wzgledu na rebak ?
  17. Czy mam rozumiec, ze ta pompka MUSI byc ?!
  18. U mnie to nawet nie bedzie czego pompowac, ide na calkowity minimalizm. W mojej pseudolazience bedzie podgrzewacz z prysznicem i to wsio. Cos w tym rodzaju: Jak bede miala ochote na wieksze ablucje, to 9,5 km od dzialki mam wanne z solami i olejkami .
  19. I to jest bardzo sluszne podejscie. Zrobie te beczke. Zeby potem nie robic wykopkow, jak sie okaze, ze nie jest dobrze nie miec potrzebnej beczki. Zamarzaniem na zime nie musze sie przejmowac, woda i tak jest spuszczana, bo zima tam mnie nie ma. I dzieki tej beczce nie musze (chyba) sie martwic, ze cos mi bedzie wlazic do domu. Jeden wazny problem techniczny rozwiazany, zostal jeszcze ten najwazniejszy, ktory po prawie poltora roku musze w koncu rozwiazac. I to w miare szybko. No, ale w tym to juz nikt nie moze mi pomoc.
  20. Dzieki PeZet za wyjasnienia i uscislenia. Nawet sobie nie wyobrazasz, jak bardzo bym chciala uniknac wstawiania tej beczki. Myslisz, ze naprawde jest konieczna ? Tam tej wody bedzie bardzo malo, i w gruncie rzeczy raczej czysta. W kuchni - glownie nabieranie wody do czajnika, oplukanie szklanek czy talerza. Resztki usuwane do worka z odpadami, naczynia wytarte recznikiem papierowym i dopiero pod kran. Mycie warzyw itp. - w zlewie zewnetrznym. Z umywalki duzo paprochow nie bedzie - no bo skad ? Ale, jesli myslisz, ze tak na wszelki wypadek, lepiej bedzie ja wkopac, to wkopie... I dobrze, ze podkresliles, ze rura ma byc ZE SPADKIEM OD DOMU. Faktycznie, jak juz dom stoi, to nie ma sensu go podlewac, i tak wiekszy nie urosnie . Rura drenazowa moze byc dowolnie dluga, myslalam o filtrze na jej koncu, raczej zeby ta droga zadne zyjatka nie wchodzily do chatki. I tu widze sens tej beczki, jako takiego duzego filtra. Bardzo pogladowy rzut chatki, nie nalezy szukac tam zadnych wymiarow ani proporcji. Wrzucam go tak tylko, zeby bylo widac, o czym mowa. Przy zlewie i umywalce mam zamiar zamontowac przeplywowe ogrzewacze wody.
  21. Zrobilam szkic mojej kanalizacji, bardzo inspirowanej systemem PeZeta... . Zapomnialam dorysowac fundamenty, i syfon ten dolny tez chyba nie jest dobrze umiejscowiony, ale w koncu to niewazne, bedzie to robil hydraulik. Chodzi mi o co innego. Ta rura odplywowa bedzie dochodzic do wykopanego dolka nazwijmy go sciekowego. Od pewnego momentu na dole beda otwory, ktorymi woda bedzie mogla przeciekac do gruntu. I tu moje pytanie: w jakiej odleglosci od domku te otwory moga sie zaczynac, i jaka moze byc najmniejsza odleglosc tego dolka sciekowego ? Czesc z otworami bedzie owinieta agrowloknina (ktora juz mam, z wyprzedazy posezonowej ), i na koncu tej rury powinien byc chyba jakis filtr. Zapachow roznych, przed ktorymi ostrzegal PeZet, raczej sie nie obawiam. Mydlo uzywane bedzie bio (cokolwiek to znaczy), jak i plyn do mycia naczyn. Tluszcze ta rura nie beda splywac, albowiem naczynia beda przed myciem przecierane recznikiem papierowym. Wielkiej ilosci wody tam nie bedzie i jest bardzo mozliwe, ze predzej ona wsiaknie, zanim doplynie do dolka. Co o tym myslicie, czy to ma rece i nogi ?
  22. Dzialka jest prawie w srodku Polski
  23. To bylo tak: ciekawe jednak czyje to slady na dzialce - wklejenie do googla - zobaczenie do kogo nalezy najpodobniejszy - no, i potem od absurdu do absurdu... Gdyby Retro nie wspomnial o niedzwiedziach nie byloby tego postu . Troche w linii "dialogow na cztery nogi": – Ta lina ma tylko… jeden koniec!… – Może wziąłeś tylko pół liny? Juz nie pada i jeszcze nie pada. Jade na dzialke
  24. Nie boj sie, jestem ciagle po dobrej stronie lustra . To tak, zeby sie usmiechnac - jest ponuro, pada, i na dzialce niczego nie udalo mi sie pchnac do przodu. Sugerowalam sie raczej odciskiem a nie kolorem, a w tych propozycjach w ogole nie bylo mowy o borsukach. Nie da sie ukryc, ze borsuk jest bardziej prawdopodobny . (Szkoda, bo upada moja teoria co do kosztorysu domku).
×
×
  • Utwórz nowe...