Skocz do zawartości
Róża Ocean Niebo Wiosna Betoniarka Jajoszczypiorny Bruk Wrota Hadesu Purpurowy obłęd Smok

Baszka

Uczestnik
  • Posty

    5546
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Dni najlepszy

    5

Baszka last won the day on listopada 8

Baszka had the most liked content!

Reputacja

33 Neutralny

O Baszka

  • Ranga
    Ostoja forum

Aktyw

  • Punkty pozostałe
    1392
  1. mój wymarzony domek

    Jakaż ona cudna . Niestety to nie u mnie, a szkoda. U mnie zbliżają się do tarasu, ale do okien nie podchodzą. Podejrzewam, że ta musi być jakaś oswojona , mieszkająca w tym ogrodzie. Do właścicieli rydzów pod oknem. Kategorycznie apeluję o zaproszenie jesienną porą. Ewentualnie można przesłać zebrane egzemplarze, już je sobie sama przebiorę i oczyszczę . Była zima, przyszła wiosna, zima znów nadchodzi, a ja ciągle nie mam czasu na napisanie, czym grozi wypad do lasu na grzyby...Co się odwlecze... Teraz dwa słowa z frontu budowlanego. W zeszły piątek po długim czasie przyjechał jakże oczekiwany stolarek nr 2. Miał dokończyć listwy, skleić rozwaloną przez siebie futrynę i dokleić tę listwę, która już zdążyła odpaść. To mi się zaiste podoba. Jeszcze nie wszystkie skończył przyklejać, a tu się już niektóre odklejają ...Nauczona doświadczeniem postanowiłam się przedwcześnie nie cieszyć. I słusznie, jak się okazało po czasie. Jednak jak zadzwonił z informacją, że przyjedzie, nie mogłam powstrzymać radości. Jak przyjechał też się jeszcze cieszyłam. Kiedy przestałam? Ano wtedy, jak wniósł listwy do domu. Okazały się być nie w tym kolorze. No co tam myślę sobie. Tyle czekałam ( od lutego dla przypomnienia), to poczekam jeszcze trochę, na takie w kolorze właściwym. Dałam zatem najdłuższą listewkę na wzór. I co się okazało? Ano to, że również została zeszlifowana, bo cymbał jeden zapomniał napomknąć temu od szlifowania, że ta jest na wzór . Zatem wczoraj odwiedził mnie ponownie po kolejną listewkę na wzór, tyle że tak długiej już nie miałam. Dochodzę do wniosku, że przyciągam wyjątkowych pacanów. Jestem na etapie poszukiwań gniazdka zewnętrznego. W Casto mają takie z IP 44. .Gość mówi, że to wystarczy, tylko należy założyć drzwiczki, za którymi będzie schowane. Prawdę mówi? Pojechałam też do hurtowni elektrycznej. Tam na pytanie o gniazdko zewnętrzne elewacyjne usłyszałam odpowiedź, że wszystkie się nadają. Zdziwiłam się niezmiernie i zapytałam o wodoszczelne. Pan dziwnie popatrzył, a jak spytałam o parametr IP, to dopiero zobaczyłam dziwne spojrzenie. W każdym razie dysponują tam takim z IP 55. Takie bliżej 60 podobno nadaje się na dno basenu, kosztuje 700 zł i w domach nie montują. Czy rzeczywiście ten parametr 55 jest odpowiedni do mojego domu na elewację?
  2. mój wymarzony domek

    Droga Siostro dojdziesz i Ty do etapu zadomowienia. Skoro takiemu łosiowi jak ja się udało, to każdemu się uda, Tobie tym bardziej . Udało mi się kupić symbol mojej budowy. Jeszcze nie jestem pewna, gdzie go powieszę. Taki malutki symbolik zawisł na piekarniku.Tylko zdjęć teraz nie wkleję, bo się gdzieś ukryły. MrTomo, grzyby jeszcze można spotkać. Wczoraj byłam w moim ukochanym lesie i parę przytargałam. Niestety rydza ani jednego. Dziś na śniadanie była jajecznica na grzybach i jeszcze będą kanie. Resztę suszę. A kubek przywieziony ze zlotu naszego forumowego jest moim ulubionym. Skoro o grzybach, to muszę obiektywnie napisać, że trzeba uważać. Napiszę, ale już nie teraz, co przywiozłam z jednej wyprawy grzybowej.
  3. mój wymarzony domek

    Nie , nie o gości chodziło tym razem, jeno o niebo, bo zaczęły się jakieś różowości na nim nieśmiało pokazywać. Nie wiedziałam, że aż tak lubię różowy kolor Jednak fotki nie wyszły spektakularne. A mam gdzieś ( tam gdzie fotka śpiącej matki) takie z ubiegłego roku, z tej pory-miodzio. Postaram się odnaleźć. Teraz o zajęciach wczesnej jesieni. Trochę zaniedbałam prace ogrodowe na rzecz lasu. Raz , że lubię jako taki, dwa że nie będąc wytrawnym grzybiarzem trochę zbierałam , jako że obrodziły obficie. Mam nawet za sobą pierwsze w życiu kiszenie rydzów. Dwa razy znalazłam rydze giganty, w tym raz na łące tuż obok działki. Niestety rosną tu pojedynczo, nie rozpieszczają. Zrobiłam też dwa słoiczki wg przepisu Magdy G. Zobaczymy w późniejszym czasie, co warte. Na ostatniej fotce najpiękniejsza biżuteria leśna.
  4. mój wymarzony domek

    Busterku, mam nadzieję, że doszedłeś już do siebie . Te "drobiazgi", które Cię osłabiły są przeszłością. Za to widzę, że nie mogę pokazać szczelin między opaską a ścianą, bo dostałbyś zawału . Sama niemalże dostałam( który to już raz), jak pojechałam do niego w pierwszych dniach września, żeby w końcu raczył zakończyć temat. Umówiliśmy się na przyszły tydzień i wtedy odkryłam, że opaski są niepomalowane. Od razu zrezygnowałam z tego spotkania i przesunęłam na czas, kiedy zdoła je pomalować. Nie mogłam tego zrobić sama, gdyż trzeba do tego użyć pistoletu. Pędzlem tak nie wychodzi. Wiem, bo próbowałam, kiedy wybierałam kolor. No nieważne. Teraz zostało mi już tylko dwóch miszczów do zakończenia współpracy: instalator i stolarek nr 2, ten od listew przybijanych do paneli. Odbębniam ich kolejno, bo nie jestem w stanie w jednym momencie. Instalator miał dzwonić wczoraj rano, żeby się umówić. Niestety pewnie niezwykle ważkie przyczyny uniemożliwiły ten kontakt. Zadzwoniłam zatem do stolarka." Musi jeszcze raz przeszlifować i pomalować listwy, bo się zakurzyły". We wtorek, środę powinny być gotowe. Głównie chodzi o listwy pod okna balkonowe, do tego wiatrołap i kuchnia. Przerywam teraz, bo coś zaczyna się dziać , pędzę po aparat.
  5. mój wymarzony domek

    Dowiemy się dzisiaj . Wczoraj tak się dzień poskładał, że zostałam na noc w mieście, a sprzęt na wsi. Otóż wczoraj minęła "miesięcznica" , jak udało mi się wreszcie doprowadzić do końca współpracę ze stolarkiem. Ostatnie dwoje drzwi zostało osadzonych właśnie 9 października. Po drodze okazało się, że opaski do drzwi łazienkowych z góry i z dołu są niepomalowane, że skończyła mu się bejca, że nie przywieźli bejcy , choć mieli przywieźć, że jak przywieźli, okazało się, że jest to nie ten kolor, którym była malowana reszta, ale w końcu przywieźli tę właściwą i mam drzwi. Wprawdzie trochę porysowane, ale kto by się takimi drobiazgami przejmował? Z drzwi korzystam stale. Zamykam je przed zwierzyńcem, kiedy wychodzę do pracy. Oto one. Tuż za drzwiami jesienna impresja czeremchowa. Daszek mi się podoba, wrócimy do tematu.
  6. mój wymarzony domek

    Dziękuję za życzenia, z pewnością się przydadzą . Chwilami mam wątpliwości, ale skoro tak twierdzisz , nie będę zaprzeczać .
  7. mój wymarzony domek

    "Odzdrawiam" MrTomo . Pracy rzeczywiście sporo i za mną, i przede mną jeszcze. Zgodnie z obietnicą wklejam zdjęcie tarasu już wykończonego . O schodkach do poprawki chyba pisałam, są zbyt płytkie. Jak widać zostały wystrugane z resztek desek tarasowych. Pokazuję też schrzaniony przez siebie fornir na kredensie. Specjalnie dla Lesia wybrałam fotkę, na której widać odbite w szybie kredensu ulubione drzewo . W końcu mam też kompostownik. No może nie do końca "profesjonalny", ale co tam. Jest ograniczony tylko z trzech stron, bym miała swobodny dostęp do skarbów. Powinnam przerzucić do niego zbiór gromadzony nieformalnie, tylko nie mam kiedy, póki co. Za dwa dni będę świętować. A co? Powiem pojutrze. Dziś rano znów byli goście. Rozpieszczają mnie . Jadłam śniadanie i nagle widzę, że coś mi się rusza za oknem . Okazało się, że była obskubywana budleja. Spróbowałam zrobić zdjęcia, ale jako że było koło 6.30, to wyszły kiepskie. W każdym razie towarzystwo było zadowolone. Jedna z dam ( były bowiem trzy damy i jeden rycerz) tańczyła na szczycie tej górki kwietnej. Patrzyłam urzeczona. Na ostatniej fotce gość, który nie wie, że nie wypada się drapać w towarzystwie. Widać też, że nie mam już drewna zgromadzonego przy "piździku". Umeblowałam do końca drewutnię.
  8. mój wymarzony domek

    Próbuję podgonić nieco zaległości w pisaniu. Do Solki i aaa- mnie ci goście z kopytkami też zachwycają. Najmilej wspominam odwiedziny, które miały miejsce 19 i 20 sierpnia. Leżałam wtedy uziemiona po zabiegu na kopytko, pogoda była parszywa, taka forpoczta tej jesiennej tegorocznej. Myśli takie sobie, jak to w okolicznościach, kiedy nie można się ruszyć i nagle goście. Kanapa przy oknie, więc gapiłam się jak urzeczona. Przychodzą regularnie. Za mną jest pas działek połączonych bezpośrednio z lasem. Zachwyca mnie też to, że nie posilają się chabaziami wszelakimi, tylko zadowalają chwaściorami. Nie skusiły się nawet na oczara, którego miały po drodze. Mam pewne wątpliwości , jak to będzie zimą. Czy wtedy nie zaczną zajadać "jak leci". Do Draagona- powolutku rzeczywiście zaczyna u mnie wyglądać "cywilizowanie". Za to ja przechodzę proces odwrotny.Popadam w skrajny minimalizm połączony z prymitywizmem cywilizacyjnym. Ostatnio miałam w pracy imprezę 50- lecia istnienia placówki i zapomniałam pomalować rzęsy. Teraz taka moda, że kobity płacą ciężką kasę, by zachwycać świat doklejanymi rzęsami, a ja nie dość, że nie podążam tymi "tryndami", to jeszcze nie wykonuję planu minimum. Zapomniałam . Jednak nadmieniam, że impreza się udała . Wklejam parę fotek. Na pierwszej górka kwietna "obrabiana" też przez sarenki, na kolejnej smoczuś, z którym wchodzę w konfidencję najwyraźniej, potem wiadomo co, szczęście po prostu. Zerwałam, żeby goście nie pożarli i mam . I jeszcze jakiś rogacz, ale nie wiem jaki, bo o entomologii mam pojęcie niczym wilk o gwiazdach.
  9. mój wymarzony domek

    Baszka Ci wszystko wybaaaaaczy ( to na melodię miłości) .
  10. mój wymarzony domek

    Do Demo- w ubiegłą sobotę taras został skończony. Ma czółko . Ma też schodki, które wprawdzie mają zostać pogłębione, ale co tam. Fotki przy okazji, bo przełączka na kartę została w mieście, a na pulpicie mam to, co zgrywałam wcześniej. Jeśli chodzi o sąsiadów, to masz całkowitą rację. Nader terytorialni. Wszyscy grodzą co mogą i jak mogą. Jestem jedyna bez ogrodzenia. Na razie myślę o bramie i to tylko z uwagi na własny zwierzyniec, który też jest terytorialny ( wpasował się w paradygmat sąsiedzki) i biega drąc japę, gdy tylko kogoś zobaczy. Ostatni odcinek drogi do mnie przypomina literę T. Mój domek jest na końcu krótszego ramienia z lewej strony ( podaję szczegółowo, jakby mnie kto chciał odwiedzić ). Rok temu znów podpadłam sąsiadom, bo w połowie długiego ramienia tej litery chcieli postawić kolejną bramę zamykaną, prowadzącą do 5 domów i jednej pustej działki. Oprotestowałam gorąco, póki co temat upadł. Koronny argument: żeby dzieci miały się gdzie bezpiecznie bawić. Nadmieniam, że główni pomysłodawcy mają dom na działce dwudziestoarowej, którą latem powiększyli o kolejne 10 ( kto bogatemu zabroni ?), więc zupełnie nie rozumem, dlaczego dzieci mają się bawić na drodze, ale tępa jestem, jak widać. I nie poradzę.
  11. mój wymarzony domek

    Do Zenka- witam Cię w moim dzienniku . DO Zenka, PeZeta i innych utajnionych wielbicieli starych mebli. Brutale bezwzględni, wichrzyciele moich koncepcji . Nie dość, że wszystko idzie mi wolno i opornie, to mi jeszcze w głowie mieszacie. No przeca nie chcę tych mebli oszpecić. Ten mebel, który wstawił Zenek , to jakaś spaprana na biało ohyda meblowa. Zupełnie nie o taki efekt mi chodzi. Nie umiem znaleźć zdjęcia, które kiedyś mi wpadło w oczy. Bielenie pastą starwax daje inny efekt. Nie wiem, kiedy mnie tknie na ten proces, ale po Waszych wpisach teraz to nawet garderoby nie odważę się pacykować. Jak się zdecyduję, to próbkę zrobię w miejscu dyskretnym, pokażę Wam efekt i przekonsultujemy . Ten kredens posiada dodatkowy , wysuwany z czeluści blat. Z wrodzonego lenistwa go nie szlifowałam( w zasadzie zawsze jest schowany). Teraz będzie okazja to uczynić i ewentualną próbkę na nim uskutecznić.Dyplomatycznie.
  12. mój wymarzony domek

    Rysiu, jesteś krynicą wiedzy "przepisowej", dziękuję za informację . Wolałabym uniknąć zbędnych ćwiczeń. I tak się namacham ponad moje możliwości. Ale, jak trzeba będzie...
  13. mój wymarzony domek

    Oczywiście, nikomu by nic innego nie wpadło do głowy. Próbuj, próbuj , jak Ci wyjdzie , to może i ja się skuszę, choć beczki nie mam .
  14. mój wymarzony domek

    Co to za pytanie? Jak to gdzie? Gdzieś w aparacie .
  15. mój wymarzony domek

    Właśnie tego chciałam uniknąć. Stąd te etapy. Żeby nie zwariować do końca . No i trochę z wygody. Sprawniej jest przenieść rzeczy z szafek do szafek, niż z szafek do kartonów i po pół roku dociekać, co , gdzie i do czego. I tak mam cyrk . Co do warzyw. Podoba mi się konsumpcja prosto z krzaczora . W przyszłym roku też planuję taką rozpustę. Tylko chcę mieć grządki na podwyższeniu. Przy okazji wykorzystam resztę gruzu , kamieni, bloczków. Nie będę się musiała schylać do plewienia, a i gościom będzie wygodniej, choć i teraz poradzili sobie znakomicie .
×