Skocz do zawartości
Róża Ocean Niebo Wiosna Betoniarka Jajoszczypiorny Bruk Wrota Hadesu Purpurowy obłęd Smok

Czapi

Uczestnik
  • Posty

    1844
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Dni najlepszy

    7

Czapi last won the day on maja 12 2014

Czapi had the most liked content!

Reputacja

25 Neutralny

O Czapi

  • Ranga
    Członek Rzeczywisty WybieramyDom.pl

Aktyw

  • Punkty pozostałe
    1
  1. Grzybiarze ....

    Otóż to nie uszak to KUSTRZEBKA.Też ją można jeść,ale nic specjalnego.Mi nie pasował fakt że rosną na ziemi...Są też bardziej kruche od uszaka, uszak jest sprężysty. Wczoraj dobrze go obejrzałam i stwierdziłam ze to nie może być jednak mun.Pczekałam do weryfikacji na innym forum (speców od grzybków).I tam orzekli:kustrzebka....
  2. Grzybiarze ....

    Tak myślałam, czyli w weekend robię makaron sojowy z warzywami i grzybkami mun (jest tam ich kilka) Co do hodowli to muszę poczytać co i jak bo to byłoby super!Najgorsze że ta sterta gałęzi miała zostać zutylizowana, nawet nie wiedziałam że kryje taki skarb Dzięki za odpowiedź
  3. Grzybiarze ....

    Czyli to uszak?
  4. Grzybiarze ....

    A czy uszak bzowy może rosnąć na mchu czy koniecznie na drewnie/drzewie?Znalazłam w moim "ogrodzie" O żesz ale rozmiar
  5. Co robić ze zgrabionymi liśćmi?

    Oczywiście worek liści rozsypany równomiernie na ściółkę na pewno nie zaszkodzi,ale większe ilości liści gatunków zgoła innych od tych rosnących w lesie mogą zaburzyć ekosystem zmieniając np.ph gleby.Oczywiście mówimy tu o zachwianiu równowagi na tym najniższym poziomie (grzyby i inne mikroorganizmy).Gdybyśmy dali zielone światło na takie poczynania to wolę nie mysleć co byłoby dalej....w moich lasach nagminnie wyrzucane są gałęzie po cięciu tui, karpy drzew.....są to niby nieszkodliwe organiczne części roślin......a masakrują krajobraz.
  6. Co robić ze zgrabionymi liśćmi?

    Ja na swoja działkę zwożę liście z ogrodu rodzinnego (u mnie prawie nie ma drzew..) i wrzucam na kompostownik.Muszę spróbowac z tym kompostowaniem w workach-dobry pomysł
  7. Rozumiem że w takim piecu nie ma prawa ani ułamek grama gazu przedostawać się na zewnątrz? Oczywiście postaram się sprawdzić wykrywaczem gazu,ale nie wiem czy takie śladowe ilości wykryje...
  8. Od 4 lat użytkuję ten kocioł i nie narzekam.. Ostatnio jednak podczas grzania wody użytkowej poczułam niezidentyfikowany zapach , trochę przypominało mi to zapach palonej izolacji na kablach trochę zapach "niewiadomo czego". Kiedy piec zakończył grzanie wody, zapach powoli ustał..Oczywiście mój myśliwski nos węszył wokół pieca ale nic nie wywęszył....Zapach znikł...Po kilku dniach jednak znowu się pojawił w momencie grzania wody(akurat byłam w pobliżu).Jednak po otwarciu obudowy nie czułam nic wewnątrz pieca... Stwierdziliśmy z mężem że następnego dnia zrobimy test i włączymy grzanie wody z pełną obserwcją:ja będę węszyć ;-) Szukając zapachu spalenizny znalazłam jednak coś innego co mnie również zaniepokoiło...Otóż przez pierwsze kilkanaście sekund kiedy piec zaczął grzać wodę z jednego miejsca poczułam lekki zapach gazu...Bez wątpienia gazu..Był on wyczuwalny tylko kiedy wsadzałam niemalże nos w obudowę kotła, tylko w jednym miejscu (zał. zdjęcie). To chyba mnie jeszcze bardziej zaniepokoiło...Czy w przypadku prawidłowo działającego pieca z zamkniętą komorą spalania jest możliwy zapach gazu?Dodam że nigdy nie czułam gazu, dopiero teraz przy zdjętej obudowie i z nosem w kotle....A ów dziwny zapach którego poszukiwałam w gruncie rzeczy pojawił sie ale nie z samego pieca a pod zasobnikiem wody tuż przy podłodze(?) Nie mam pojęcia co to może być? Może ktoś mi podpowie....?Nie wiem już co mnie bardziej niepokoi:zapach gazu czy ta spalenizna...?
  9. Wydaje mi się również że przy rozsądnym użytkowaniu (nie będę przecież stały w wodzie) nie powinno im się nic stać.Mąż straszy mnie puchnięciem płyty i odklejaniem się laminatu.Ale wydaje mi się że musiałby panować tam ekstremalne warunki aby do tego doszło... Łazienkę po kąpieli wentylujemy do momentu aż znika rosa z szyby okna i płytek na ścianach.
  10. Jak oswoić zdziczałego kotka

    Z dzikusami różnie bywa.Mnie udało się oswoić kompletnie dzikie maleństwo ale nie było łatwo. Pierwszą nić porozumienia zawiązałam po tygodniu miauczenia do niego (tylko na to reagował), cały czas koczował w garażu i tylko podczas karmienia można go było zobaczyć. Kilka tygodni zajęło mi oswajanie go, wielogodzinne przebywanie w pobliżu ( w milczeniu) ale udało się. Dzikus nadal żyje z ludźmi. Niedawno, bo w to lato u mojej mamy plątała się dzika kotka (nie reagowała na "kici", uciekała na widok człowieka).Była dokarmiana kilka miesięcy.Cały czas trzymała dystans, tylko konsumowała żarcie i gdzieś tam majaczyła w tle ogrodu... Kilka razy próbowałam ją "zaczepić" ale olewała człowieka z góry. Pewnego razu skusiłam ją mięsem,raz, drugi podrzuciłam pod nos. Podam podałam na dłoni. Powoli podeszła, zjadła.Kilka dni później coś jej podałam i wyciągnęłam rękę, dotknęłam łepka i.....pozwoliła się pogłaskać. W ciągu minuty cała się poddała pieszczotom...To była przełomowa chwila i za kilka minut pozwoliła się pogłaskać nawet rozbrykanym dzieciom. Czasem trzeba długo przekonywać kota że nie stanie mu się krzywda w obecności człowieka.I w tym przypadku z kota który był uznawany za dzikusa przez kilka miesięcy w ciągu minuty zmieniła się w kota z "kitą w górze" gotową na głaskanie przez wiele osób.Dziwne te koty, prawda?Ja polecam metodę na surowe mięso wołowe (uprzednio zamrożone i rozmrożone do temp. pokojowej) . Głupieją na zapach surowizny Łatwo je wtedy przekonać do siebie.Ale to wymaga czasu, cierpliwości, spokoju.To kot musi sam zdecydować się na tę przyjaźń.Powodzenia!
  11. Ło matko!Gdzie ja jestem....?
  12. Stoję przed dylematem.Wykańczamy drugą łazienkę i muszę pomyśleć o meblach do niej.Dużo nie potrzebuję:szafka pod zlew i komoda. Tylko nie mogę znaleźć w meblach łazienkowych tego co by mi pasowało rozmiarowo....Koszt mebli na zamówienie z mdf to kilka tys. Tak byłoby najprościej.....Ale jesteśmy już wykończeni finansowo...Udało mi się dopasować meble kuchenne, które po niewielkich zmianach idealnie pasowałyby mi do łazienki.Łazienka jest spora, wentylowana, z oknem.Meble stałyby na metalowych nogach.Czy meble z płyty laminowanej (konkretnie Ikea) przetrwają w takich warunkach?
  13. Tez miałam szereg wątpliwości przy podłogówce.Ja mam izolację ok 20cm, wtedy polecano nam minimum 15cm.Ty masz 12cm...Czy to będzie takie odczuwalne?Nie wydaje mi się, ale ....pewnie zaraz ktoś to obliczy;-) Nie chciałam mieć płytek wszędzie, dla mnie dom wyglądałby wtedy jak muzeum..Wybrałam panele przystosowane(niby) do podłogówki..Nie wiem ile taniej byśmy płacili za gaz gdyby były same płytki, ale obecny koszt ogrzewania(gaz z sieci) jest moim zdaniem tak niski(przy zachowaniu przeciętnie temp. 22,5), że nawet mi się nie chce kalkulować. A wszyscy przestrzegali nas przed podłogówką z drewnem czy panelami....tym bardziej że podłogowe mam wszędzie, tzn. parter i poddasze, oczywiście łazienki, ciągi komunik. i kuchnia-gres...Spokojnie, nie będą to takie koszty, które skłoniły by Cie do obłożenia się w całości płytkami;-)
  14. Czyli mogła to być woda która dostała się w podobny sposób wcześniej (rozlanie). Podsumowując: szczelne zamknięcie wysuszonej przestrzeni pod brodzikiem nie będzie wpływało na rozwój grzybów?Oczywiście przepatrzymy raz jeszcze czy wszystko jest szczelne. A co do montażu tych nośników-zainteresowałam się tym ze względu na to ze dzieci lubią kąpać się w brodziku z nalaną wodą-niestety dość szybko woda wychładza się. Czy jest możliwość zainstalowania tego teraz?
  15. Nie było mnie tu ze sto lat No i przylazłam po poradę.Mam zainstalowany brodzik (średnio-wysoki)w łazience z tą akrylową "maskownicą".Oczywiście obudowa nie jest zasilikonowana, więc sobie tak "stoi" (ech mężu, mężu...). Ogrzewanie mamy podłogowe, ale pod brodzikiem-nie. Pewnego dnia po "kąpieli" dzieci stwierdziłam że rozlana woda musiała wpłynąć pod obudowę, więc nakazałam demontaż jej w celu osuszenia.Sam brodzik nie przecieka.Ku mojemu zdziwieniu pod brodzikiem panował niezbyt przyjemny zapaszek pleśni a kurz który niestety zebrał się pod nim-pokryty był nią.Nie były to ogromne ilości ale w kątach gdzie się zebrał kurz-było jej więcej Zdziwiłam się bo łazienka jest dobrze wentylowana a obudowa nie jest szczelna(luźno stoi). Czy to możliwe że gdyby właśnie była szczelna -efekt by nie wystąpił?(wilgotne powietrze z łazienki nie dostałoby się tam). Czy różnica temperatur zimą (gorąca woda w brodziku i chłodna podłoga) mogą powodować "pocenie się" pod brodzikiem i na podłodze? Nie wiem jak "ugryźć" temat, chciałabym aby ktoś mi coś podpowiedział-czy właśnie szczelne zamknięcie tej przestrzeni(po uprzednim dokładnym wysuszeniu) wyeliminuje ten problem?Wydaje mi się że jak nie będzie tam wilgoci z łazienki to nie będzie się miało co skraplać(?)Mąż twierdzi że to efekt różnicy temperatur-więc zaczęłam szukać sposobu na zaizolowanie.Znalazłam takie nośniki z twardego styropianu, które izolują i jeszcze tłumią hałas.Ale czy można je zainstalować teraz kiedy brodzik już jest zamontowany???Nie chciałabym zakładać hodowli pieczarek, więc mądrzy Forumowicze, poradźcie co zrobić
×