Skocz do zawartości
Róża Ocean Niebo Wiosna Betoniarka Jajoszczypiorny Bruk Wrota Hadesu Purpurowy obłęd Smok

Krisper

Uczestnik
  • Posty

    7
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Dni najlepszy

    1

Krisper last won the day on kwietnia 26

Krisper had the most liked content!

Reputacja

2 Neutralny

O Krisper

  • Ranga
    Początkujący
  1. Mała aktualizacja po wczorajszej kontroli nadzoru budowlanego. Miejscowe przedsiębiorstwo komunalne przyznało się, że administruje tą instalacją i bierze od wspólnot (bo jak się okazuje do rury podłączone są trzy małe budynki wielorodzinne) pieniądze za odprowadzanie ścieków. W każdym razie nie ma żadnej dokumentacji (jeśli istniała to została zniszczona podczas powodzi w1997r) i nie były robione żadne przeglądy. Teraz najciekawsze - rura, według zarządcy wspólnot, jest jeszcze niemiecka - z okresu wojny. Te budynki wielorodzinne były niemieckim garnizonem z okresu budowy kompleksu "Riese" (działka mieści się w pobliżu stacji kolejowej w Głuszycy). Podobno w okolicach mojej działki istniały też baraki więźniów jednego z podobozów Gross-Rosen zatrudnianych do pracy przy rozładunku pociągów i te baraki też były wpięte w tą rurę (stąd boczne dojścia do studzienki prowadzące w kierunku szczerego pola). Samo "szambo" okazało się niemiecką, zmyślnie pomyślaną - wielokomorową (10 lub 12 komór) mini oczyszczalnią ścieków o bardzo dużej wydajności (więźniów i żołnierzy było kilkuset). Pani inspektor z nadzoru stwierdziła, że stan instalacji jest fatalny i nie może to być zostawione tak, jak jest. Teraz czekamy na wszczęcie postępowania (po podobno sama kontrola to jeszcze nie postępowanie) i na to, kto dostanie po kieszeni. Podobno dwie z trzech wspólnot w ciągu miesiąca będą miały gotowe przydomowe oczyszczalnie bo dokumentacja jest gotowa i czekają tylko na wykonawcę). Niestety trzecia nie ma pieniędzy a program dofinansowania się skończył. Na razie atmosfera rozmów dość przyjazna i raczej wszyscy chcą rozwiązać sprawę a nie mordować się wzajemnie...
  2. Nie chcę wprowadzając się w nowe miejsce zaczynać od totalnej wojny z sąsiadami. Najpierw poczekam na rozstrzygnięcia formalne - legalne czy nielegalne itd. Potem spróbuję negocjować ze wspólnotą i gminą w sprawie rozwiązań. Gmina ma duże dotacje na budowę oczyszczalni i wiele wspólnot w okolicy likwiduje szamba. Terenu mają sporo więc może to byłaby najlepsza opcja jeśli okaże się, że obecna instalacja zakaża grunt. Gminie też powinno zależeć na rozwiązaniu bo powołując się na rękojmię mam prawo żądać usunięcia wad prawnych lub nawet uznania transakcji za niebyłą i zwrotu poniesionych innych kosztów. Póki co ze wszystkimi da się rozmawiać merytorycznie i bez nerwów więc nie ma co sięgać po drastyczne środki w stylu zalania ich własnymi ściekami. Grunt mi się pod nogami nie pali, mam gdzie mieszkać :).
  3. Pozostaje czekać do czego dojdą instytucje. Mimo kosztów lepiej mieć jasną sytuację niż przyklepywać zastany chaos.
  4. Ale jeśli instalacja leży na mojej działce ale służy komu innemu to mowa o służebności a nie własności (nawet jeśli nikt tego nie sformalizował). Tzn. jestem właścicielem terenu ale nie rury. W przeciwnym razie mógłbym ją zalać betonem a tego z pewnością mi jednak zrobić nie wolno.
  5. To rzeczywiście całkiem prawdopodobna opcja. Większy problem będą mieli w takim razie właściciele działek, które gmina sprzedała dalej w stronę szamba bo tam rura wchodzi prawdopodobnie głębiej - niemal na środek działki (wnioskując po usytuowaniu studzienki i samego szamba). Czekam w takim razie co stwierdzi PINB i środowiskowcy z gminy. A potem będziemy ustalać ze wspólnotą tamtego budynku i gminą jak to rozwiązać tak, żeby nie robić dziesięcioletniego procesu sądowego...
  6. Dziękuję za odpowiedź. Proszę zwrócić uwagę, że nie proszę o jasnowidzenie odnośnie samej rury a jedynie konsultację czy coś, czego nie ma na mapach, ani w świadomości miejscowych urzędników może być legalne z punktu widzenia prawa budowlanego.
  7. Witam wszystkich! Jestem nowy na forum bo szczerze pierwszy raz zabieram się za budowanie czegoś większego niż garaż i dotąd nie potrzebowałem konsultacji ;). Sprawa wygląda tak. Kupiliśmy z żoną w grudniu ubiegłego roku od gminy działkę budowlaną 800m2. Sprawdziłem przed zakupem mapę zasadniczą (według niej przez działkę biegnie jedynie podziemna linia telekomunikacyjna ale jej usytuowanie mi nie przeszkadza) poza tym sprawdziłem warunki przyłączenia wody i prądu (tu wszystko bez problemów), na pytanie o warunki przyłączenia kanalizacji dostałem odpowiedź negatywną - brak kanalizacji na tym trenie. Dodam, że działka jest po dawnych ogródkach przydomowych - bardzo zachaszczona i zaśmiecona a do tego ze starą, rozwalającą się szopą. Obejrzałem jeszcze przed zakupem wszystko (jak mi się wydawało) w terenie i ostatecznie działka przeszła na moją własność za niezbyt wygórowaną kwotę. W akcie notarialnym i księdze wieczystej brak zapisów o służebności. Wystąpiłem od razu o WZ, które dostałem z początkiem kwietnia i przystąpiłem do porządkowania działki. I tu niespodzianka - pod stertą martwej roślinności w ogólnym gruzowym śmietnisku widzę leżącą kwadratową płytę. Płyta dała się łatwo przesunąć bo nie była w niczym osadzona a pod nią zobaczyłem starą, rozsypującą się ceglaną studzienkę, mniej więcej 60x60cm o głębokości ok 1m. a dołem płynie sobie, między dwiema kamionkowymi rurami, strużka ścieków. Na boki poprowadzone jeszcze dwie rury, które wydają się zapchane ziemią. Złapałem sąsiada mieszkającego w niewielkim domu wielorodzinnym jakieś 25m od mojej działki (oddzielony pasem zieleni i drogą dojazdową) i pytam co to, a on mówi, że to rura łącząca ten dom wielorodzinny z szambem, które jest umiejscowione jakieś 60m dalej za moją działką. Rura biegnie jakieś 6m od drogi czyli w miejscu, które biegnie za bezwzględną linią zabudowy wyznaczoną w WZ. Pojechałem do gminy ale tam w referacie infrastruktury nie wiedzą nic ani o istnieniu szamba, ani o rurze. Teoretycznie mogę wybudować dom głębiej w działce ale nie ukrywam, że wolałbym budować w bezwzględnej linii zabudowy zyskując większy ogródek na tyłach. Na ten moment wysłałem oficjalne pismo do gminy z prośbą o wyjaśnienie o co chodzi z tą "rurą widmo" i żądaniem podjęcia działań chroniących przed zagrożeniem dla środowiska (studzienka jest w fatalnym stanie - dolne cegły niemal zniknęły i ścieki mogą przesączać się do gruntu). Uprzedziłem, że jeśli będę ponosił koszty z tytułu niespodzianki to będę żądał odszkodowania za sprzedaż działki z wadą prawną (być może okaże się, że sąd ustanowi zasiedzianą służebność przesyłu). Posłałem też pismo do nadzoru budowlanego z wnioskiem o wyjaśnienie czy to nie samowola. Szczerze to najbardziej obiecujące wydaje się trzymanie kwestii zagrożenia skażeniem bo to teren natura 2000. Nie przeszkadzała by mi służebność, byle by rura biegła tak, żeby nie przeszkadzała w budowie i była szczelna. Macie może jakieś doświadczenia w podobnym temacie? Czy możliwe jest, żeby istniały legalne instalacje przesyłowe nieistniejące na mapach i o których nie wie samorząd?
×