Skocz do zawartości
AktywForum
Zbieraj punkty i wymieniaj na nagrody!

sprawdź punkty

Dotacje na fotowoltaikę. Kiedy instalacja się zamortyzuje?


Recommended Posts

  • 10 miesiące temu...
  • 1 miesiąc temu...
Gość nierób
Witam,w moim przypadku to nieopłacalne,dlaczego? mam 62 lat obliczyłem że muszę wydać 45 tys złotych,ulga wynosi 5 tys.czyli koszt 40 tys.wraz z żoną pół roku przebywamy poza Polską czyli inwestycja spłaci się za 30 lat a my już tego nie doczekamy,poza tym oszpece sobie dach i jeszcze jedno- rząd co chwile coś zmienia,na naszą niekorzyść,wolę 40 tys. zinwestować w coś co będzie mi przynosiło dochód natychmiastowy,pozdrawiam.
Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Przed chwilą, Gość nierób napisał:

Witam,w moim przypadku to nieopłacalne,dlaczego? mam 62 lat obliczyłem że muszę wydać 45 tys złotych,ulga wynosi 5 tys.czyli koszt 40 tys.wraz z żoną pół roku przebywamy poza Polską czyli inwestycja spłaci się za 30 lat a my już tego nie doczekamy,poza tym oszpece sobie dach i jeszcze jedno- rząd co chwile coś zmienia,na naszą niekorzyść,wolę 40 tys. zinwestować w coś co będzie mi przynosiło dochód natychmiastowy,pozdrawiam.

Najlepiej może od razu zrezygnować z doczesnego padołu będzie mniej dwutlenku węgla o metanie nie wspomnę. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Gość nierób napisał:

Witam,w moim przypadku to nieopłacalne,dlaczego? mam 62 lat obliczyłem że muszę wydać 45 tys złotych,ulga wynosi 5 tys.czyli koszt 40 tys.wraz z żoną pół roku przebywamy poza Polską czyli inwestycja spłaci się za 30 lat a my już tego nie doczekamy,poza tym oszpece sobie dach i jeszcze jedno- rząd co chwile coś zmienia,na naszą niekorzyść,wolę 40 tys. zinwestować w coś co będzie mi przynosiło dochód natychmiastowy,pozdrawiam.

Przeciez instalacja fotowoltaiczna na dachu nie jest przymusem a świadomym wyborem. Jeżeli ktoś ma dom ocieplony, do tego pompę ciepła lub inny odbiornik o w miarę stałym poborze energii elektrycznej  i kombinuje - skąd tu wziąć prąd i nie przepłacać, to taka instalacja przy stałym odbiorze kilka kW szybko sie zamortyzuje/zwróci, czy jak tam zwał. Nic na siłę - wszystko trzeba przemyśleć i tyle.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 3 miesiące temu...

Sytuacja jest mocno dynamiczna, ale w sumie to chyba leci mocno w dół.

 

Cytat

 

- Dostaniemy kary unijne, bo nie wywiążemy się z umów - tak o skutkach projektu ustawy o odnawialnych źródłach energii, forsowanego przez PiS, mówią samorządowcy. Na nowych przepisach stracą oni, mieszkańcy, a także przedsiębiorcy. Chodzi o gigantyczne sumy.

 

- Mieszkańcy przychodzą z pretensjami codziennie. Masowo rezygnują z instalacji fotowoltaicznych. Nie rozumieją, dlaczego jak ktoś mieszka w Waksumundzie (wieś na Spiszu), to będzie mógł skorzystać ze starych korzystnych zasad, a mieszkańców Harklowej (wieś w powiecie nowotarskim) obejmą już nowe, niekorzystne zasady - mówił Marcin Kolasa, zastępca wójta gminy Nowy Targ, 15 października na posiedzeniu podkomisji nadzwyczajnej do spraw rozpatrzenia projektu ustawy o odnawialnych źródłach energii.

Jak dodawał, jego gmina realizuje tzw. projekty parasolowe po kolei, więc nie ma wpływu na to, kto zdąży do końca roku. Dlaczego 31 grudnia 2021 roku jest kluczowy? Przez planowane przez rząd PiS zmiany prawa. Kto nie zdąży do tej daty, straci nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych przez najbliższe kilkanaście lat, bo za wyprodukowany przez siebie prąd będzie musiał... płacić. 

 

Fotowoltaiczny boom nie w smak rządowi

 

Zastępca wójta przyjechał do Warszawy, by ostrzec pracujących nad projektem posłów, że ustawa uderzy nie tylko w mieszkańców, ale i w samorządowców. - Gminy nie wywiążą się ze wskaźników urzędu marszałkowskiego dotyczących projektów parasolowych (czyli związanych z Odnawialnymi Źródłami Energii). A znowu urząd będzie się musiał wytłumaczyć przed Komisją Europejską, dlaczego wskaźników umownych dotyczących tych instalacji nie osiągnął. W efekcie Bruksela nałoży na nas karę w wysokości 25 procent z 35 mln zł. Dla naszej gminy taka kara to jest zabójstwo - skwitował zastępca wójta.

Komisja Europejska żąda wywiązania się z umów, bo to z Brukseli płynie strumień pieniędzy na panele słoneczne. Mieszkańcy dostają na nie od 60 do 80 procent dofinansowania, montażem zajmuje się samorząd. Dlatego na samym Podhalu takich instalacji wykonano już 3,5 tys.

 

Przypomnijmy też, że Komisja Europejska dyktuje limity dotyczące udziału Odnawialnych Źródeł Energii w całościowym krajowym rynku mocy. W Polsce do 2030 roku udział OZE ma sięgnąć 32 procent, a do 2040 - 50 procent rynku.

 

Obecnie Odnawialne Źródła Energii stanowią prawie 27 proc. krajowego rynku energii. Fotowoltaika jest drugim, po energii wiatrowej, alternatywnym źródłem mocy, po które sięgają Polacy. Panele fotowoltaiczne na dachach domów to obecnie powszechny widok w polskich wsiach i miasteczkach. Mieszkańcy chętnie korzystali z programów "Czyste Powietrze" czy „Mój Prąd", bo zasady są korzystne. To nie tylko programy dofinansowania, przerzucenie odpowiedzialności gminy za montaż itd., ale też możliwość odliczenia zakupu i montażu paneli od podatku.

 

Na ten prosumencki boom rządzący patrzyli z niepokojem. – Jeżeli dalej będziemy bezrefleksyjnie rozpędzać tę lokomotywę w postaci ruchu prosumenckiego, bez zmiany reguł rozliczeń, to za chwilę sami prosumenci będą niezadowoleni. Sieć energetyczna nie wytrzyma, dlatego chcemy wprowadzić nowe zasady decydowania - zapowiadał rok temu Ireneusz Zyska, wiceminister Klimatu i Środowiska.

 

Zmagazynuj energię sam

 

O co chodzi? O duże przyrosty mocy w fotowoltaice, które wprowadzały do sieci elektroenergetycznej nadwyżki prądu - sieć musi te nadwyżki od produkujących energię prosumentów odbierać, choć już teraz wiele firm rozkręca biznesy związane ze sprzedażą domowych magazynów energii. A sieć jest w Polsce przestarzała i mogłaby stać się niewydolna - grożą jej przeciążenia związane m.in. z przechowywaniem nadwyżek prądu z fotowoltaiki.

Obecnie właściciele paneli słonecznych nadmiar energii, której nie zużywają, przekazują do sieci energetycznej, która służy za taki magazyn, i mogą bezpłatnie odebrać od 70% do 80% oddanej wcześniej nadwyżki (70%, jeśli instalacja ma moc powyżej 10 kWp do 50 kWp, 80%, jeśli instalacja ma moc do 10 kWp). Dzieje się tak dzięki systemowi opustów.

 

Projekt ustawy wywraca te zasady diametralnie. System opustów prosumenckich zastępuje systemem sprzedażowym. Właściciel instalacji fotowoltaicznej nie będzie mógł tanio przechowywać nadwyżek energii, ale będzie musiał je sprzedawać, a następnie kupować. Na dodatek stawki są wysokie. Energię będzie się sprzedawać po cenie hurtowej (dnia następnego), a kupować po detalicznej. Czyli z wliczonymi opłatami operatora.

 

Uwaga! Nowe zasady mają nie dotyczyć prosumentów, którzy zainstalują panele do końca 2021 roku. Ci mają prawo złożyć pisemne oświadczenie (nie później niż w terminie 36 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy) o woli korzystania ze starych zasad odbierania energii. Z tej ulgi mogą korzystać przez 25 lat. 

 

Dodajmy, że autorką pierwotnego, dużo korzystniejszego projektu, m.in. ze względu na zasady rozliczania z operatorem, była dziś posłanka, a wcześniej wicepremier Jadwiga Emilewicz. PiS ten projekt modyfikował wielokrotnie, a przede wszystkim - nadał mu status poselskiego. Oznacza to, że procedura legislacyjna zostanie znacznie skrócona, z pominięciem konsultacji społecznych.

Poseł Tomasz Nowak (KO): Będziemy mieć problem z rozliczeniem unijnych pieniędzy związanych z czystym powietrzem. Do tego chciałbym poznać odpowiedź na pytanie: czy nie będzie problemu z pojawieniem się podatku i w rozliczeniu rocznym nie trzeba będzie wykazać dochodu związanego ze sprzedażą energii słonecznej?

Jak na razie przychód ze sprzedaży energii elektrycznej nie ma stanowić przychodu w rozumieniu ustawy o podatku dochodowym.

 

Vacatio legis? Kilka dni

 

Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego, nie zostawia na tym projekcie suchej nitki: To jest wyhamowanie energetyki obywatelskiej. Przez te stawki okres zwrotu inwestycji może się wydłużyć prosumentom dwukrotnie - z dziesięciu do dwudziestu lat!

Jak dodaje aktywista na rzecz czystego powietrza, hurtowa cena zakupu prądu z instalacji fotowoltaiki byłaby zmienna, a po roku 2024 – ustalana co godzinę, czyli w długim okresie praktycznie nieprzewidywalna.

 

- Autorzy rządowych poprawek chcą, by nowe zmiany weszły w życie w wyjątkowo krótkim terminie – już od początku 2022 roku, czyli za niecałe 2,5 miesiąca - dodaje Andrzej Guła. Rząd motywuje ten pośpiech koniecznością wdrożenia przepisów tzw. dyrektywy o rynku energii, jednak ta przewiduje okres przejściowy nawet o dwa lata dłuższy.

 

Co ważne - projekt ustawy wyklucza też przedsiębiorców z korzystania z programów związanych z fotowoltaiką. 

 

 

W kogo jeszcze uderzy zmiana przepisów o fotowoltaice?

 

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Do poczytania.


Cytat

 

Prawie dwukrotnie może wydłużyć się zwrot inwestycji w fotowoltaikę, jeśli rząd PiS przeforsuje ustawę o odnawialnych źródłach energii. Analityk rynków energii wyliczył straty w zależności od dostawcy prądu w danym województwie.

 

Analizę wykonał dr Jan Rączka, analityk rynków energii i były prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Uwzględnia ona różnych operatorów energii (w zależności od województwa) i prognozy cen energii w dwóch wariantach: zgodnie z obecną taryfą oraz prognozami na przyszły rok.

 

Fotowoltaika. Na zwrot inwestycji trzeba poczekać co najmniej połowę dłużej

Wnioski z raportu są dla prosumentów fatalne. - System rozliczeń proponowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska wydłuża czas zwrotu z inwestycji fotowoltaicznej o 50 do 80 proc. Na przykład dla gospodarstw domowych przyłączonych do sieci Tauron Dystrybucja SA ten okres rośnie z siedmiu do 13 lat, biorąc pod uwagę ceny energii z 2020 roku - mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

Liczba gospodarstw domowych z zamontowanymi panelami słonecznymi sięga obecnie w Polsce niemal 700 tys. Fotowoltaika stała się popularna dzięki mechanizmowi opustów (czyli barterowego rozliczenia z zakładem energetycznym) oraz dzięki innym instrumentom wsparcia. Rząd zaoferował dotacje z programu priorytetowego NFOŚiGW „Mój prąd", odliczenie od podstawy opodatkowania PIT wydatków na instalacje PV w ramach ulgi termomodernizacyjnej, dotacje ze środków unijnych przekazywane gospodarstwom domowym w ramach tzw. projektów parasolowych (nawet do 80 proc. ich wartości). Obecnie dodatkową motywacją są rosnące ceny energii elektrycznej.

 

Dr Rączka, przygotowując analizę na zlecenie Polskiego Alarmu Smogowego, wziął pod lupę cztery warianty: obecny system opustów, pierwotny projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii opracowany przez posłankę Jadwigę Emilewicz, propozycję Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz pomysł Polskiego Alarmu Smogowego.

Wszystkie cztery opcje różnią się od siebie diametralnie.

 

Obecny system opustów polega na rozliczeniu barterowym: kilowatogodzina jest równa kilowatogodzinie niezależnie od pory roku, godziny itd., a opłatę prosumenci wnoszą "w naturze" - czyli poprzez przekazanie pewnej ilości energii przedsiębiorstwu obracającemu energią - w celu pokrycia kosztów związanych z obsługą rozliczeń. W okresie pierwszego roku od wprowadzenia nadwyżki energii do sieci energetycznej (nadwyżki są naturalnym "odpryskiem" idei paneli słonecznych - te produkują energię ze słońca, ale ich właściciel nie konsumuje całości jej wartości, musi więc ją gdzieś zmagazynować, by potem z niej skorzystać) prosument może odebrać za darmo 80 proc. energii w przypadku instalacji do 10 kW oraz 70 proc. w przypadku instalacji 10-50 kW.

 

Propozycja Jadwigi Emilewicz polega na rozliczeniu ilościowym, tzw. net meteringu, czyli na rozliczeniu salda netto ilości energii. Jeśli prosument ma saldo ujemne - płaci według taryfy detalicznej. Jeśli dodatnie (nadwyżkę) - według taryfy hurtowej.

 

Projekt rządowy (zbudowany na projekcie Jadwigi Emilewicz, ale wielokrotnie modyfikowany i przekształcony na projekt poselski, co pozwala na ominięcie procedury legislacyjnej i rezygnację z konsultacji społecznych) polega na net billingu i jest według wyliczeń dr. Rączki najmniej korzystny. Zakłada rozliczenie wartościowe ilości energii do sieci. Czyli prosument sprzedaje energię eksportowaną do sieci według średniomiesięcznych godzinowych cen z Rynku Dnia Następnego. Kupuje ją natomiast według taryfy detalicznej (na przykład taryfa G dla gospodarstw domowych). Krótko mówiąc: sprzedaje taniej, kupuje drożej.

 

Propozycja Polskiego Alarmu Smogowego także polega na rozliczeniu wartościowym sprzedaży i kupna energii, ale zakłada stosowanie cen hurtowych zarówno do transakcji sprzedaży, jak i kupna, według średniomiesięcznych godzinowych cen z Rynku Dnia Następnego.

 

Fotowoltaika. Masz dom na wsi? Zostań płatnikiem VAT

Dlaczego ceny hurtowe? Rynek hurtowy to bardzo dobry punkt odniesienia, ponieważ jest kształtowany na zasadach konkurencyjnych. Jest konkurencyjny, płynny, efektywny, dobrze zorganizowany. W tym podejściu prosument pozostaje na równej stopie z elektrowniami systemowymi (jak Bełchatów) mimo że przecież wcale nie jest „hurtownikiem", tylko drobnym sprzedawcą, czyli detalistą.

Natomiast cena detaliczna zawiera wliczone do ceny hurtowej opłaty dodatkowe, jak koszt praw majątkowych (białe, zielone i inne certyfikaty), koszt bilansowania, koszt profilowania, akcyzę i marże przedsiębiorstwa obrotu. 

Stanowią one ok. 15-20 proc. ceny hurtowej.

 

Ponadto projekt rządowy zakłada naliczenie VAT-u (23 proc.). Jeśli właściciel paneli nie jest podatnikiem VAT (jak większość gospodarstw domowych), nie może odliczyć VAT-u płaconego w sprzedawanej energii od VAT-u płaconego w energii kupowanej. Czyli jest stratny 23 proc. od tej ilości energii, którą oddaje do sieci. Dodajmy, że w obecnym systemie opustów takiego problemu nie ma. 

 

Fotowoltaika. Kupuj drogo, sprzedawaj taniej

Kolejnym ważnym elementem jest wycena rynkowa energii produkowanej ze słońca. W dni słoneczne, w godzinach najmocniejszego promieniowania ceny hurtowe energii będą relatywnie niskie. Dlaczego? Bo energii jest dużo - rośnie jej podaż, więc cena na rynku spada. 

 

System opustów chroni prosumentów od skutków spadającej wartości energii ze źródeł solarnych na hurtowym rynku energii, ponieważ rozlicza ją na zasadach barteru. Wejście w życie projektu rządowego spowoduje, że przychody prosumenta ze sprzedaży energii do sieci będą z roku na rok spadały, ponieważ rynkowa wycena energii oddawanej do sieci w okresach intensywnego nasłonecznienia będzie coraz niższa. 

 

Dzieje się tak, bo paneli słonecznych przybywa. Jeszcze kilka lat temu pików podaży energii ze słońca rynek tak nie odczuwał. To się zmieniło wraz z rosnącym boomem na fotowoltaikę. Dlatego ceny energii na towarowej giełdzie energii Rynku Dnia Następnego dla fotowoltaiki są nieprzewidywalne w dłuższym czasie. Przewidzieć jedynie można to, że będą spadać. Ale o ile - tego nie wiadomo. Dlatego rządowy projekt niesie ze sobą ryzyko, że prosument będzie sprzedawał wyprodukowaną przez jego panele energię bardzo tanio, a kupował drogo - cena detaliczna jest sztywna, ustalana raz do roku.

 

Propozycja Polskiego Alarmu Smogowego chroni prosumenta przed tymi wahaniami, bo daje możliwość handlowania na tych samych zasadach - sprzedawania i kupowania po cenach hurtowych.

 

 

Jak wyliczył dr Rączka, biorąc pod uwagę taryfy dystrybucyjne i obrotowe z roku 2020, inwestycja w fotowoltaikę dla gospodarstwa domowego z instalacją paneli o mocy 5,5 kW (jest to typowa moc instalacji wspierana w programie priorytetowym NFOŚiGW „Mój prąd") wydłuży się z 9,5 roku nawet do ponad 16 lat (dla operatora Enea). 

 

image.thumb.png.bd4f24ea3aea7b4fe328c8db4eacfd2a.png

 

- Inwestycje w domową fotowoltaikę nie będą już tak opłacalne jak do tej pory. Z wyliczeń widać, że forsowana przez rząd propozycja wydłuży okres zwrotu instalacji fotowoltaicznej o 50-80 proc. - mówi Andrzej Guła. Jak dodaje, ogromną wadą proponowanego przez rząd systemu jest jego nieprzewidywalność. Rząd chce przerzucić na gospodarstwa domowe ogromne ryzyko inwestycyjne. - Inwestycje w domową fotowoltaikę będą jak gra na giełdzie: obarczone dużym ryzykiem - kwituje aktywista.

 

image.thumb.png.e87240bb56543313c6c2e44a55ba45fa.png

 


 

 

 

 Ile stracą właściciele paneli słonecznych na projekcie ustawy PiS

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

Jadwiga Emilewicz wycofała dzisiaj projekt ustawy o OZE. Oznacza to, że PiS będzie musiał wnieść swój projekt i przejść ponownie ścieżkę legislacyjną. Choć pewnie będzie ona skrócona (jako projekt poselski) nie wiadomo, czy zdąży do końca roku. 

To doniosła zmiana dla prosumentów. A dla rządu psikus ze strony byłej wicepremier.

 

https://wyborcza.biz/biznes/7,179190,27743017,marek-suski-promocja-w-fotowoltaice-sie-skonczyla.html#S.DT-K.C-B.1-L.1.duzy

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 

A tu łopatologiczne wyjaśnienie tego, o co w tym wszystkim chodzi.

 

Jak wiadomo, panele produkują energię w momencie nasłonecznienia. W nocy czy dni pochmurne jej nie wytwarzają. Prosumenci nie mają jak magazynować nadwyżek, dlatego oddają je do sieci, a następnie mogą z tych zasobów korzystać, gdy potrzebują. Obecnie odbiór tej energii jest nawet w 80 procentach darmowy. Jeśli zaś ustawa weszłaby w życie, prosument musiałby sprzedawać tę energię po cenach hurtowych, a kupować - po cenie detalicznej.

A ta zawiera wliczone do ceny hurtowej opłaty dodatkowe, jak koszt praw majątkowych (białe, zielone i inne certyfikaty), koszt bilansowania, koszt profilowania, akcyzę i marże przedsiębiorstwa obrotu (stanowią one 15-20 procent ceny hurtowej). Do tego dochodzi podatek VAT.

 

Cena detaliczna jest sztywna - ustalana raz do roku. A hurtowa jest elastyczna i ten czynnik działa na niekorzyść prosumentów. W dni słoneczne, w godzinach najmocniejszego promieniowania ceny hurtowe energii będą relatywnie niskie. Działają tu prawa rynkowe: energii jest dużo, bo paneli słonecznych w całym kraju przybywa, więc rośnie jej podaż, a wówczas cena na rynku spada. Prosument sprzedawałby więc wyprodukowaną przez siebie energię tanio, a kupował drogo.

Tymczasem pierwotny projekt - czyli ten wniesiony przez Emilewicz, był dla prosumentów znacznie przychylniejszy. Usuwał on co prawda obecne zasady, ale proponował rozliczenie ilościowe prosumenta z operatorem energii, tzw. net metering. Polega on na rozliczeniu salda netto ilości energii. Jeśli prosument ma saldo ujemne - płaci według taryfy detalicznej. Jeśli dodatnie - według taryfy hurtowej.

 

Rząd te propozycje odrzucił argumentując to zagrożeniem przeciążenia przestarzałej sieci energetycznej nadwyżkami z energii słonecznej (choć pamiętajmy, że tę energię odbiera sieć niskiego napięcia) i koniecznością wdrożenia dyrektywy unijnej (a ta z kolei daje możliwość wydłużenia okresu przejściowego o dwa kolejne lata).

 

Na środową komisję sejmową rozpatrującą projekt zjechali przedsiębiorcy, aktywiści i samorządowcy z całej Polski.

 

Panele słoneczne. Groźba likwidacji kilkudziesięciu tys. miejsc pracy

 

Bogdan Szymański, przedstawiciel branży fotowoltaiki ostrzegał: - Wdrożenie proponowanej ustawy może doprowadzić do likwidacji kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy i spowodować napięcia społeczne. Producenci paneli, instalatorzy i hurtownicy potrzebują okresu przejściowego. Także prosumenci - wciąż 3 mln gospodarstw domowych chce zainwestować w panele słoneczne.

Marcin Kolasa, zastępca wójta Nowego Targu: Wczoraj przyszły do urzędu kolejne osoby by zrezygnować z instalacji, gdy dowiedziały się o proponowanych zmianach.

Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego: Mieliśmy do czynienia z fenomenalnym boomem w zakresie energetyki obywatelskiej. 700 tys gospodarstw domowych ma w gospodarstwach domowych panele solarne. Proszę o wydłużenie okresu przejściowego, zwłaszcza że dyrektywa daje taką możliwość do końca 2023 roku.

Beata Maciejewska z Lewicy: Ludzie nie rozumieją co robicie. W ciągu dwóch miesięcy chcecie im powiedzieć, że zmieniają się zasady. To całkowite zachwianie zaufania wobec państwa i okazanie jego nieudolności. Mieliście możliwość przygotować sieci. Co w tej sprawie zrobiliście?

 

Odpowiadał jej Marek Suski, przewodniczący komisji: Zapewniam, że rząd nie kombinuje, tylko stara się działać odpowiedzialnie. Ten projekt zmienia nieco warunki nie na takie korzystne, że była promocja, super finansowana przez państwo.

Teraz warunki promocji przemijają i będą to normalne warunki partnerskie .

Bo ktoś musi do tego interesu dołożyć.

 

Emilewicz: niech ktoś inny przejmie ten projekt

 

Głos zabrała też posłanka Jadwiga Emilewicz: Dajmy szansę branży wartej 10 mld zł na przygotowanie się do tych zmian. Jak na razie w Polsce wykonano 30 procent przyłączeń. Projekt ten naraża na poważne ryzyko budżetowe samorządy - deklarują one, że będą musiały zwracać środki na dofinansowanie fotowoltaiki do urzędów marszałkowskich, a te z kolei czekają problemy rozliczenia środków unijnych z Komisją Europejską. Nie jestem członkinią komisji, podpisu pod poprawkami nie złożę, ale proponuję przedłużenie okresu przejściowego do końca przyszłego roku i gwarancją dla tych osób, by utrzymali obecne warunki przez następnych 15 lat.

 

Paweł Poncyliusz (KO): Nigdy nie rozmawialiśmy o kondycji sieci - instalacje fotowoltaiki są przyłączone do sieci niskiego napięcia, to o jakim obciążeniu mówimy? Rząd ratuje z publicznych pieniędzy elektrownie, chce inwestować w wiatraki w offshorze, co wychodzi akurat najdrożej. I za te działania rządu ma płacić prosument?

 

Do dyskusji włączył się też wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska: Prosument produkuje energię na własne potrzeby, nie powinien przewymiarowywać swoich instalacji i sprzedawać energii, żeby na tym zarabiać. Może zakupić domowy magazyn energii (przypomnijmy, że wymaga to osobnej instalacji - red.). Mamy za darmo udostępnić zbiorowy magazyn jako sieć energetyczna? Przecież to nie kosztuje 20 procent, jak jest obecnie. Koszty są obliczone na poziomie 40 procent i to my wszyscy ponosimy te koszty - także ci co mają problem z ubóstwem energetycznym.

 

Podczas posiedzenia komisji przegłosowano poprawki zgłoszone przez posłankę PiS Iwonę Arent (mają charakter techniczny) i przegłosowano projekt ustawy.

 

Wówczas o głos poprosiła posłanka Jadwiga Emilewicz, która... wycofała swój podpis spod projektu ustawy o OZE. - W związku z tym, że zmiany są tak głębokie w stosunku do pierwotnego projektu, wycofuję pod nim swój podpis i proponuję, by wnioskodawcy poprawek prezentowali ten projekt i go przejęli.

Na tę deklarację członkowie komisji przeciwni projektowi zareagowali brawami.

 

Co ważne, samo wycofanie podpisu nie powoduje unieważnienia projektu - legitymizację dają mu podpisy innych wnioskodawców, czyli w tym przypadku członków komisji ds. OZE z ramienia PiS. Natomiast formalne wycofanie projektu ustawy z Sejmu przez jego wnioskodawcę unieważnia ścieżkę legislacyjną, jaką ten do tej pory przeszedł. 

Postępowaniu wicepremierki przyklasnęli dziś aktywiści na rzecz czystego powietrza. 

 

Marek Suski - promocja w fotowoltaice się skończyła.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Najnowszy poselski projekt zmiany ustawy o OZE, który złożył Marek Suski, przewiduje zmiany w rozliczeniu prosumentów od kwietnia 2022 roku. Zjednoczona Prawica będzie starała się jak najszybciej zmienić obecny system opustów na tzw. netbilling czyli rozliczenie za wprowadzony do sieci prąd po cenach rynkowych. Czy wystarczy jej głosów?

 

https://wysokienapiecie.pl/41866-pis-proponuje-zmiany-w-rozliczeniu-energii-z-fotowoltaiki-od-1-kwietnia-2022-roku/

Cytat

 

Tomasz Sikorski, wiceprezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, przypomniał, że nie sieć jest tutaj problemem. - Problemem podstawowym jest to, że przez bardzo intensywny system wsparcia stworzyliśmy prosumentów, którzy w jednych okresach są producentami a w innym – konsumentami. Przeczy to całkowicie idei prosumentyzmu - powiedział Sikorski.

Wyjaśnił, że prosumenci "magazynują" energię w sieci, gdzie nie ma tak naprawdę fizycznego magazynowania, a następnie odbierają ją wieczorem, gdy wzrasta zapotrzebowanie na prąd - PSE szacuje ten wzrost na 700 MW.  Kolejny koszt dotyczy utrzymania źródeł, które pracują gdy są "susze klimatyczne".

- Ta zmiana jest w celu ochrony interesów odbiorców, którzy w tej chwili subsydiują prosumentów. I nie można mieć żadnych pretensji do prosumentów. Oni działają zgodnie z prawem,  wykorzystują optymalnie system, który został w regulacjach zaprojektowany. Tylko ten system powoduje skutki dla innych odbiorców. Ostrożne kalkulacje wskazują na to, że ten system rocznie kosztuje innych odbiorców kilkaset milionów złotych. To zaczyna sięgać miliarda złotych - ocenił.

 Zapewnił, że zracjonalizowanie systemu nie zatrzyma rozwoju rynku. - Jest bardzo duży potencjał dalszego rozwoju istniejących instalacji, jak również instalacji nowych - dodał wiceprezes Sikorski.

 

Robert Zasina, prezes Tauron Dystrybucja, wskazał na pięciokrotny skok reklamacji, z czego 60 procent dotyczy jakości energii. Jak wyjaśnił, skupieni lokalnie prosumenci stają się niemal elektrownią, ponieważ energia z fotowoltaiki nie jest wykorzystywana od razu na miejscu ale przesyłana siecią i w efekcie w niektórych miejscach sieć dystrybucyjna stała się siecią przesyłową. Tauron w ponad 20 proc. stacji transformatorowych odnotowuje przesył energii z niskiego na średnie napięcie. - Przyszedł taki moment, że trzeba coś z tym zrobić - podkreślił.

 

 

Edytowano przez retrofood (zobacz historię edycji)
Link to postu
Udostępnij na innych stronach
54 minuty temu, Eksperci Viessmann napisał:

Zmienia się jak w kalejdoskopie... I taki smaczek: Przerwa między I a II czytaniem projektu Emilewicz wynosiła 3 miesiące. Przerwa między I a II czytaniem projektu Suskiego to 12 godzin... 

 

A teraz spróbuj powiedzieć, że inwestujący obywatele są traktowani przez rządzących poważnie. Tak jak obywatele swojego państwa. Zaryzykujesz?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Utwórz konto lub zaloguj się, aby skomentować

Musisz być użytkownikiem, aby dodać komentarz

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto na forum. To jest łatwe!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Masz już konto? Zaloguj się.

Zaloguj się
×
×
  • Utwórz nowe...