Skocz do zawartości
Róża Ocean Niebo Wiosna Betoniarka Jajoszczypiorny Bruk Wrota Hadesu Purpurowy obłęd Smok

smutna

Uczestnik
  • Posty

    4
  • Dołączył

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralny

O smutna

  • Ranga
    Początkujący
  1. Witam ponownie! Cieszę się, że tyle kotek szczęśliwie udało się wysterylizować. Jeśli chodzi o tycie, to myślę, że to jest jak z ludźmi. Jeśli jedzą byle co i dużo, to tyją, a koty wysterylizowane i wykastrowane powinny jeść specjalną karmę, np. suchą, która wcale nie jest taka droga. Wskazany jest dodatek odkłaczającej i czasem, albo częściej, takiej na zdrowe zęby:) Oczywiście można dać też czasem kawałek mięska czy innego smakołyku. Podsumowując, moje koty wcale nie są grube, są wychodzące, zwłaszcza kocurek, który musi sobie pochodzić kilka razy dziennie, kotka wyraźnie mniej, woli ciepełko, przynajmniej do lata, bo już jak naprawdę ciepło to szaleństwo- polowania na motyle, ptaszki i co tam jeszcze się rusza:)
  2. Witam! Wydaje mi się, że to objawy rui. Nasza druga kotka, też przygarnięta, tylko ponad rok temu (chyba listopad 2009) miała takie same objawy. Było to w styczniu 2010, kotka również od sąsiadów, zresztą bliźniaczka Kulki. Miała wtedy ok. 5-5,5 miesiąca, czyli była bardzo młoda, ale jak się okazuje czasem tak bywa. Styczeń- wydłuża się dzień, czasem się ociepla, jak np. teraz. Zadzwoniłam do pani weterynarz, dała jakieś leki wyciszające ruję, bo nie mogłam patrzeć jak się Myszka męczy. Brała je chyba 3 dni, potem tabletka po tygodniu i chyba jeszcze raz, w następnym tygodniu, dzień przed operacją. Odpowiedzialni Weterynarze nie chcą robić operacji w tym czasie, ponieważ krwawienie może być trudniejsze do opanowania, zdaje się. Życzę szczęśliwej sterylki! Nie róbcie tego w piątek, najlepiej w poniedziałek, wtorek. Proszę o informację jak się udało. Mam nadzieję, że nie nastraszyłam nikogo. Sterylizacje zdecydowanie trzeba robić, gdy nie mamy w planie prowadzić hodowli. Sęk w tym, aby wszystko odbyło się bezpiecznie. Życzę szczęścia:)
  3. To był środek na robaki, w postaci pasty, podany za pomocą strzykawki. Na tasiemca kiedyś nasze pozostałe koty miały zastrzyki, bo kocurek miał jakąś błonę na oczach. Doktor stwierdziła, że to z powodu tasiemca. Faktycznie, pomogło po dwóch dawkach. Poczuwam się do winy, bo mogłam zasugerować, żeby to był taki mocny środek, jednak.... nie pomyślałam. W końcu mówiłam, że kot jest przygarnięty z kiepskich warunków, bo wiedzieliśmy skąd była kotka- od dalszych sąsiadów, u których jest więcej zwierząt, niespecjalnie zadbanych, czasem może niedojadających. Właścicielka nawet się ucieszyła, że ją przygarnęliśmy. Dzięki za współczucie, nie mogę się pogodzić z faktami
  4. Witam wszystkich! Jestem tu pierwszy raz. Szukałam miejsca, gdzie mogłabym napisać o przejściach mojej kotki po sterylizacji. Otóż nie jest to taki bezpieczny zabieg, jak się okazało:( Mamy w domu wykastrowanego kocurka i wysterylizowaną kotkę. Tamta sterylizacja przebiegła dobrze, do tej, podeszłam dość lekko. Kotkę przygarnęliśmy w grudniowe mrozy, pchała się do domu wręcz. Taka Kulka, milusia, mruczała jak traktor. Okazało się, że miała świerzba, leczyliśmy ją przez 3 tygodnie, jak trzeba, wykurowaliśmy. Wcześniej była u weterynarza 2 x odrobaczona, odpchlona. .......................................... Nasza Kulka usnęła na zawsze. 11.01.11, we wtorek koło 17ej u weterynarza. W piątek rano była sterylizowana. Miała problem z wypróżnieniem, jak się okazało po operacji i nie mogła tego zrobić po operacji. W niedzielę jeszcze coś liznęła, rano zrobiła siku, w poniedziałek nie piła, nie jadła. Już od soboty rano dałam jej do jedzenia mokrą karmę z łyżeczką oleju i potem za każdym razem, na nic. W sobotę byliśmy na wizycie kontrolnej, dostała antybiotyk i przyciwbólowy na dwa dni. W poniedziałek po południu jeszcze poszłam do apteki po środek na przeczyszczenie lactulosum, o którym mówiła wetrynarz, dałam jej strzykawką. Na nic. We wtorek rano zawieźliśmy ją do weterynarza. Miała 34 stopni ciepła i szmery w oskrzelach, wielki problem z oddaniem kału, który mógł ją już podtruć. Podobno dostała kroplówkę, zrobiono badanie krwi, wyszło słabe, zrobiono lewatywę, wyszły człony tasiemca. Była podobno bardzo zarobaczywiona, a przecież 2 razy ją odrobaczali tylko, że pastą, mogli przecież czymś mocniejszym, było wiadomo z jakich warunków przyszła. Podobno była czymś podtruta. Nie chcę już za bardzo dochodzić dlaczego, mam tylko wyrzuty sumienia, że ją tak załatwiłam. Lekarki zapewniały mnie, że i tak pożyłaby jeszcze może kilka miesięcy. Pewnie tak tylko mówią. Czuję się podle. .............................. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie rzeczy przed sterylizacją: - kotka musi być dobrze odrobaczywiona, ale tak na 100%, żadnych tasiemców!!!! - jeśli lekarz zwraca uwagę, że jest problem z wypróżnieniem NIE CZEKAĆ, że może się uda. Drugiego dnia po zabiegu MUSI się załatwić. Pojechać do weterynarza, w skrajnym przypadku zrobić lewatywę. - być może zrobić większą przerwę po wcześniejszym leczeniu. Pozdrawiam właścicieli kotów, mam nadzieję, że moja pisanina ocali choć jedno kocie życie.
×
×
  • Utwórz nowe...